Anna Czerwińska – himalaistka i alpinistka, zdobywczyni dziewięciu szczytów Korony Ziemi. Od 2011 r. w ramach współpracy ze stowarzyszeniem Kilimandżaro wspina się na najwyższe wulkany kontynentów, by zdobyć Koronę Wulkanów. Na zdjęciu: Anna Czerwińska w Zakopanem, 2005 r.

Nina Harbuz: Na zdjęciu rodzinnym ty i twoja mama patrzycie w obiektyw, a ojciec jest wpatrzony w ciebie. Taki właśnie był?

Anna Czerwińska: Kochał mnie, ale był surowy. Rodzice długo się o mnie starali. Urodziłam się w trzeciej próbie. Moja mama jeszcze raz była potem w ciąży, ale poroniła. Lekarze powiedzieli, że nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Ojciec pragnął mieć syna, więc chciał, żeby jego jedynaczka była trochę chłopcem. Uważał, że powinnam umieć wszystko. Jak nie mogłam nauczyć się jeździć na rowerze, to na mnie krzyczał, że wszyscy potrafią, tylko nie ja. A wtedy były inne czasy i inne rowery. Wszystkie męskie, z ramą, ciągle się przewracałam. No, ale trudno, trzeba było to opanować. W końcu mi się udało.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej