W latach 90. każdy znał jej nazwisko. Monica Lewinsky zaraz po studiach w 1995 roku, mając 22 lata, była stażystką w Białym Domu w czasie prezydentury Billa Clintona. Znalazła się w centrum medialnego zainteresowania, gdy oskarżyła prezydenta o molestowanie seksualne. Clinton początkowo zaprzeczał, a swoją byłą kochankę nazywał "tą kobietą". Ostatecznie przyznał się do romansu i publicznie przeprosił. Skandal określany jako "Monicagate" lub "Afera Rozporkowa"  o mało nie doprowadził do odwołania Clintona z funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale ostatecznie nie zniszczył jego kariery. Lewinsky cenę za romans płaci do dziś.

Być upokorzoną jak Lewinsky

Amerykanka udzieliła właśnie wywiadu o szkodliwych skutkach publicznego i internetowego ośmieszania ludzi Johnowi Oliverowi w "Przeglądzie tygodnia" emitowanym przez HBO. Prowadzący satyryczny program przyznał, że niejednokrotnie sam piętnuje polityków lub osoby publiczne i zastanawia się na konsekwencjami takich działań.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej