Jedną z ulubionych anegdot Baracka Obamy o Madeleine Albright jest ta, którą opowiedział wiosną 2012 roku w Białym Domu, tuż przed zawieszeniem na jej szyi Medalu Wolności, najwyższego cywilnego odznaczenia w Ameryce.

Pewnego razu podczas ceremonii nadawania obywatelstwa podszedł do niej mężczyzna etiopskiego pochodzenia i powiedział: „Tylko w Ameryce uchodźca może się spotkać z sekretarzem stanu”. Albright odpowiedziała: „Tylko w Ameryce uchodźca może zostać sekretarzem stanu”.

Urodzona w Czechosłowacji dyplomatka mogłaby dodać: szczególnie sekretarzem, który pierwszy raz w historii jest kobietą. Bo jak sama napisze w słynnej autobiografii „Pani sekretarz stanu”, było to niemal niewyobrażalne.

„Biorąc pod uwagę, że do 39. roku życia w ogóle nie miałam żadnej rządowej posady i byłam matką trójki dzieci, nie miałam prawa być tym, kim się stałam”.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej