Rozmowa z Anną Solską-Mackiewicz

Rozmawiamy od kilku godzin i cały czas mówimy o nim, a nie o pani.

Bo byliśmy z Tomkiem jednością. I to, co przydarzało się jemu, przydarzało się mnie. Kiedyś powiedział mi, że gdyby był kobietą, byłby mną. Wiem, że gdybym była mężczyzną, byłabym nim.

Czy to się nie nazywa uzależnienie?

Ale co zrobić, jeśli nie jesteś w stanie się rozdzielić? Czułam, że zawsze był w moim życiu, ale jego ciało, wcielenie duszy, którą kochałam, poznałam dopiero po trzydziestce.

Wyprowadziłam się z synem od męża, moje wydawnictwo padło, a ja zostałam z długami firmowymi i prywatnymi. Mój były mąż miał trudności z płaceniem alimentów. Kiedy na ognisku poznałam Tomka, też był w separacji z żoną. Rozmawialiśmy. Płakałam. Wziął mnie na kolana i poczułam, że mój ból zaczyna się topić. Nie pamiętam, co mówił. Grzałam się w jego cieple. To nie było erotyczne, po prostu czułam jego siłę i dobro. Wiem, że mieliśmy popieprzone życie, ale przy nim naprawdę było bezpiecznie. Mimo że gubił klucze, portfele, zapominał kodów, PIN-ów i myliły mu się dni tygodnia, był bardzo opanowany i silny. Oboje mieliśmy ciężary do dźwigania. Ja czułam się winna w stosunku do męża, że odeszłam. Tomek wstydził się i miał poczucie winy, że wyprowadził się i zostawił dzieci.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej