Tel Awiw, 7 marca 1969 roku. Pod budynkiem teatru Ohel w centrum miasta tłum. Słychać okrzyki: „Golda, Golda!”. Obradujący wewnątrz budynku członkowie Koalicji Pracy lada moment wybiorą nowego premiera. Kilka dni wcześniej Meir zgadza się na wysunięcie jej kandydatury. Nie spodziewa się, że na sali nie będzie ani jednego polityka, który zagłosuje „przeciw”. Rozbrzmiewa burza oklasków. To już oficjalne. Pierwszy raz w historii na czele izraelskiego rządu staje kobieta. Łzy leją się jej po policzkach, chowa twarz w dłoniach, jest oszołomiona. Z trudem dociera do mównicy. O tym dniu powie później skromnie: „Nigdy nie zamierzałam zostać premierem. Nigdy nie zamierzałam objąć jakiegokolwiek stanowiska. Jedyne, czego chciałam od życia, to przyjechać do Palestyny, mieszkać w kibucu i pracować”.

Mężczyźni nie lubią mądrych kobiet

Urodziła się jako Golda Mabowicz w 1898 roku w Kijowie. Miała siedmioro rodzeństwa, ale pięciu braci zmarło jeszcze w dzieciństwie. Warunki, w jakich mieszkała z rodziną, były ciężkie. Doskwierało im zimno i głód, ojciec, cieśla, z trudem utrzymywał dom. Zdecydował się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych pięć lat po narodzinach Goldy. Matka wraz z trzema córkami dołączyła do niego trzy lata później. Zamieszkali w Milwaukee w stanie Wisconsin.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej