Po kobietach takich jak ja nikt się nie spodziewa, że będą kandydować – mówi Alexandria Ocasio-Cortez w spocie wyborczym nakręconym w jej mieszkaniu, na ulicach, placach, stacjach metra i bodegach Bronksu, dzielnicy, w której się urodziła i której mieszkańców będzie reprezentować w krajowym parlamencie. Jakie kobiety? Młode. Latynoskie. Wywodzące się z klasy pracującej. Niezwiązane z partyjnym establishmentem. Radykalne.

W Stanach Zjednoczonych wzbiera różowa fala. Prezydentura Donalda Trumpa, która zaczęła się od największego w historii kraju protestu, czyli Marszu Kobiet, zmobilizowała bezprecedensową liczbę kobiet do zainteresowania się polityką. Trump z jednej strony potrafi na szczycie G7 rzucić cukierkami w kanclerz Niemiec Angelę Merkel ze słowami: „Nie mów, że ci nic nie daję”, a z drugiej wychwalać krwawego dyktatora Korei Północnej Kim Dżong Una i mówić, że „się w sobie zakochali”. Są jakieś światełka w tunelu? „New Yorker” i „Politico” za jedno z nich uznały właśnie 29-letnią Alexandrię Ocasio-Cortez.

Ocasio-Cortez w jeden wieczór została gwiazdą Partii Demokratycznej. 26 czerwca nieoczekiwanie pokonała w prawyborach do Izby Reprezentantów partyjnego wyjadacza, dwukrotnie starszego kongresmena Joe Crowleya.

6 listopada wystartuje w wyborach w połowie kadencji prezydenckiej, w których Amerykanie wybierać będą wszystkich 435 kongresmenów, 35 ze 100 senatorów i 36 z 50 gubernatorów stanów (oraz rzeszę lokalnych parlamentarzystów, prokuratorów, sędziów, szeryfów). A ponieważ jej okręg wyborczy w Nowym Jorku obejmujący Bronx i Queens od lat nieprzerwanie głosuje na Demokratów, Ocasio-Cortez mandat ma właściwie w kieszeni. Zostanie najmłodszą kongresmenką w historii USA.

Ocasio-Cortez jest absolutnym przeciwieństwem urodzonego po drugiej stronie East River miliardera, który zasiada w Białym Domu. Urodziła się w Bronksie, ale dorastała między dwoma światami. Jej wywodzący się z klasy robotniczej rodzice – drobny przedsiębiorca z Bronksu i matka przyjezdna z Portoryko – uznali, że lokalne szkoły publiczne nie są wystarczająco dobre dla niej i jej młodszego brata Gabriela. Z pomocą oszczędności i krewnych kupili na kredyt domek z dwoma sypialniami w Yorktown, na bezpiecznym i dostatnim przedmieściu Nowego Jorku.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej