Po kobietach takich jak ja nikt się nie spodziewa, że będą kandydować – mówi Alexandria Ocasio-Cortez w spocie wyborczym nakręconym w jej mieszkaniu, na ulicach, placach, stacjach metra i bodegach Bronksu, dzielnicy, w której się urodziła i której mieszkańców będzie reprezentować w krajowym parlamencie. Jakie kobiety? Młode. Latynoskie. Wywodzące się z klasy pracującej. Niezwiązane z partyjnym establishmentem. Radykalne.

W Stanach Zjednoczonych wzbiera różowa fala. Prezydentura Donalda Trumpa, która zaczęła się od największego w historii kraju protestu, czyli Marszu Kobiet, zmobilizowała bezprecedensową liczbę kobiet do zainteresowania się polityką. Trump z jednej strony potrafi na szczycie G7 rzucić cukierkami w kanclerz Niemiec Angelę Merkel ze słowami: „Nie mów, że ci nic nie daję”, a z drugiej wychwalać krwawego dyktatora Korei Północnej Kim Dżong Una i mówić, że „się w sobie zakochali”. Są jakieś światełka w tunelu? „New Yorker” i „Politico” za jedno z nich uznały właśnie 29-letnią Alexandrię Ocasio-Cortez.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej