Aga Kozak: Co dobrego przyszło do ciebie z wiekiem?

Lidia Popiel: Poczucie wolności. Niczego się tak naprawdę nie musi. Nie ma tego ciśnienia. Że sukienka nie ta, że włos za długi i nie w tym kolorze, że makijaż czy brak.

Czy kiedy dziesięć lat temu współtworzyłaś Partię Kobiet, miałaś poczucie, że zmieniasz świat?

Nie, raczej takie „pójdę i zrobię”. Masz zadanie, to robisz. Jak trzeba coś sprzątnąć, to idziesz i sprzątasz, nie oglądasz się na innych. Bez egzaltacji i wysokiego C, bez „wow!” zebrało się wiele kobiet (i mężczyzn też), którym za mocno dopiekały nierówności.

Dlaczego się zaangażowałaś? Miałaś takie wygodne życie, artystyczne…

No luzik, zawsze na kanapie…

…modelka, fotografka, żona znanego aktora Bogusława Lindy. Po co ci była partia: odpowiedzialność, ogrom pracy, nauki, zaangażowania, jeżdżenia po kraju.

Powinnam zacząć od tego, że zawsze czułam się dosyć niezależna – pomijając oczywiście świadomość tego, że człowiek nigdy nie jest niezależny. Ale jednak czasami, nawet jeśli masz poczucie własnej wartości, dostajesz takiego kopniaka od świata, że w zasadzie przestajesz czuć się warta cokolwiek.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej