PAULINA REITER: Zapis performance’u „Energia spoczynkowa” z roku 1980: stoi pani naprzeciw Ulaya – pani partnera w sztuce, pani kochanka – trzymacie łuk, cięciwa jest napięta, Ulay trzyma w palcach końcówkę strzały, która wymierzona jest w pani serce.

MARINA ABRAMOVIĆ: Pani przyjechała taki kawał drogi, aż z Polski, żeby porozmawiać ze mną o miłości, prawda?

Tak.

Musimy więc zacząć od innej opowieści, wcześniejszej. Wiele lat zajęło mi zrozumienie, czym jest miłość, i zrozumienie, jak ważna jest bezwarunkowa miłość.

Wychowałam się w Jugosławii, w komunistycznej dyktaturze pod wodzą marszałka Tity. Moi rodzice byli partyzantami, bohaterami wojny. Miałam niełatwe dzieciństwo. Ich związek był potworny, przypominał wojnę – nigdy się nie całowali, nie przytulali, nawet ze sobą nie rozmawiali.

Bardzo kochałam i podziwiałam ojca – miał glamour rewolucjonisty. Nie mogłam pojąć, dlaczego matka jest dla niego tak niemiła. Dopiero dużo później zrozumiałam, że ją zdradzał. Była zazdrosna.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej