"Biegnij do najbliższej klasy czy bezpiecznego miejsca i zamknij drzwi na zamek.

Zostań pod ścianą lub na podłodze.

Zasłoń żaluzje i trzymaj się z dala od okien.

Wyłącz światło.

Nie zapomnij napisać w SMS-ie do mamy, że ją kochasz".

Pięć zdań, pięć rad na wypadek pojawienia się w szkole uzbrojonego napastnika, którymi licealiści z Marjory Stoneman Douglas High School, położonego niespełna godzinę jazdy od centrum Miami na Florydzie, postanowili podzielić się z resztą amerykańskich uczniów. Wiedzą, co mówią, aż za dobrze. 14 lutego ich były kolega* przyszedł do szkoły uzbrojony w półautomatyczny karabin AR-15 i w ciągu 6 minut i 20 sekund zabił 17 osób: 14 uczniów, nauczyciela geografii, dyrektora sportowego i asystenta trenera, jednocześnie ochroniarza, który własnym ciałem zasłonił dwójkę dzieciaków. Rady od uczniów z Parkland mrożą krew w żyłach. Bo w Ameryce 2018 roku są czymś normalnym.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej