Rozmowa z Olgą Pietrzak, rezydentką na piątym roku specjalizacji ginekologii i położnictwa w Łodzi

Anita Karwowska: Dwa lata temu była pani wśród lekarzy rezydentów głodujących w Szpitalu Pediatrycznym w Warszawie. Długo?

Olga Pietrzak: Nie za długo. Niecały tydzień.

Bardzo długo!

- Byli koledzy, którzy wytrzymali dwa tygodnie. Prawdziwi bohaterowie.

Warto było się poświęcać?

- Kiedy patrzę z osobistej perspektywy, to był to dla mnie moment, w którym przewartościowałam swoje podejście do pracy. Przyjechałam na protest z Łodzi, wiedząc, że młodym lekarzom w moim mieście jest ciężko. W Warszawie poznałam rezydentów z całego kraju, wszystkich z tą podobną do naszej historią.

Poczuliśmy się silni w grupie, to dodało nam odwagi, by w negocjacjach z przełożonymi odmawiać przyjmowania kolejnych dyżurów, dodatkowych zleceń.

A to zdarzało się na porządku dziennym, bo lekarzy jest za mało. Rozmawialiśmy o wypaleniu, o kolegach, którzy z przepracowania zmarli na dyżurach. Dla mnie to był moment przełomowy. Stwierdziłam, że muszę się chronić, nie poświęcę życia prywatnego dla pracy. Liczy się jej jakość, a nie to, by pracować jak najwięcej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej