Jacqueline Saburido była jedynaczką. Oczkiem w głowie rodziców. Studiowała inżynierię przemysłową, chcąc w przyszłości pracować w firmie swojego ojca, która zajmowała się produkcją i instalacją klimatyzatorów. W wieku 20 lat wyjechała do Stanów Zjednoczonych na kilkumiesięczny kurs języka angielskiego. To tam, w Teksasie, w 1999 r. miał miejsce wypadek, który przekreślił wszystkie plany.

Saburido wraz z czwórką znajomych wracała z urodzin koleżanki. Zajęła miejsce z przodu po prawej stronie kierowcy. Po tym, co działo się później, trudno jednoznacznie ocenić, jak bardzo pechowe.

Na prostej drodze w ich auto uderzył jadący z naprzeciwka pickup. Samochód z piątką przyjaciół zgniótł się w harmonijkę. Kierująca autem Natalia zginęła na miejscu. Siedząca za nią Laura również. Dwóch chłopaków zajmujących miejsca na tylnym siedzeniu doznało obrażeń, ale byli w stanie wydostać się z samochodu o własnych siłach. Jacqueline została przygnieciona deską rozdzielczą. Była przytomna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej