Samotne matki są w naszym społecznym krajobrazie od dawna, bo zawsze mężczyźni umierali, szli walczyć z okupantem, byli zsyłani na Sybir. Dziś – choć nie ma wojen – kobiet w pojedynkę wychowujących dzieci jest więcej niż kiedykolwiek. Stoją za tym zmiany społeczne i mentalnościowe. Z każdym rokiem przybywa rozwodów i rozstań w związkach nieformalnych, bo grobowa deska, do której miała trwać miłość, znajduje się bardzo daleko i niewielu udaje się dożeglować do niej w parze. Część socjologów rodziny uważa, że za jakiś czas rozwód czy rozstanie będzie fazą rozwoju rodziny. Coraz więcej jest także kobiet, które od początku są „maman solo”, jak mawiają Francuzi – decydują się urodzić dziecko, mimo że partner je opuszcza, czy będąc singielkami, poddają się zapłodnieniu in vitro.

Armia z piętnem winy i wstydu

Ile dziś jest w Polsce samotnych matek? Tego nie wie nawet Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jedyne wiarygodne liczby podaje Główny Urząd Statystyczny, tyle że aktualizuje je dość rzadko. Ostatnie twarde dane pochodzą z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 r. Wówczas liczbę domostw, w których rodzic samotnie wychowuje dziecko lub dzieci do lat 24, określano na 1 mln 288 tys., co stanowiło blisko jedną czwartą wszystkich rodzin. Aż 89 proc. samotnych rodziców to kobiety.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej