AGNIESZKA KUBLIK: „Dziki kraj”, pomyślała pani po powrocie z Francji do Polski?

MAJA OSTASZEWSKA: Nie było mnie ponad miesiąc z małymi przerwami. Z Nowym Teatrem graliśmy u naszych francuskich i belgijskich koproducentów najnowszy spektakl Krzysztofa Warlikowskiego „Wyjeżdżamy”. A tu się w tym czasie nieprawdopodobnie dużo działo. I to rzeczy oburzające.

A z Polską to może zacznę od tego, co mnie zachwyciło, dobrze?

Na dobry początek.

– Strajk młodzieży dla klimatu. Inteligentni młodzi ludzie, sprawiający wrażenie rozsądniejszych, mądrzejszych, bardziej empatycznych niż decydujący o losach świata politycy.

Przeraża mnie ich krótkowzroczność. Nawet bardzo rzeczowe, spoza być może dla nich abstrakcyjnej etyki, argumenty naukowców czy specjalistów organizacji ekologicznych nie mogą się przebić. Więc kiedy słyszę, że młodzież bierze to w swoje ręce, zaczynam mieć nadzieję na prawdziwą zmianę w myśleniu.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej