Jako samotna matka bardzo doceniam gest Magdaleny Środy, która zdecydowała się przeprowadzić rozmowę z Weroniką Rosati o jej samotnym macierzyństwie, mimo że wielu jej to odradzało. „Po co ci to? To materiał dla Pudelka, nie dla feministycznej gazety” – mówili. Otóż samotne macierzyństwo jak najbardziej jest tematem dla feministycznej gazety. Na wskroś feministyczna jest kobieca solidarność, jaką wykazała się Środa. Poza tym feminizm zakłada, że kobiety są różne i mają prawo żyć na różne sposoby. Samotne macierzyństwo – które bywa wyborem! – jest jednym z nich.

Samo zło i kłusowniczki seksualne

W badaniu, które w 2011 r. przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, 70 proc. Amerykanów stwierdziło, że samotne matki to „zła rzecz dla społeczeństwa”.

Osobiście nie spotkałam się dotąd z ostracyzmem, nawet trochę pod nosem zaprotestowałam, kiedy przeczytałam, jak Rosati mówi: „Czujesz się inna, gorsza, niepełna i tak jesteś postrzegana”, ale po tym, jak szykując się do pisania tego tekstu, przyłożyłam ucho tu i tam, okazuje się, że chyba po prostu żyję w dość przyjaznej bańce. A może zbyt krótko jeszcze jestem samotną matką i życie nie dało mi w kość.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej