W czerwcu 1993 r. 24-letnia Lorena Bobbitt złapała za nóż kuchenny, poszła do sypialni, gdzie spał jej 26-letni mąż John Bobbitt i odcięła mu członka. Wyszła z domu, odjechała samochodem, a pozostałości wyrzuciła przez okno. O zbrodni szybko zrobiło się głośno. U mężczyzn wywoływała dreszcz przerażenia, u kobiet podziw - w Lorenie zobaczyły tę, która zawalczyła o siebie. 

Nikt się jednak nie zastanawiał, co działo się w domu Bobbittów

Lorena jeszcze jako nastolatka przyjechała do Stanów z Wenezueli. Liczyła na lepsze życie. Wtedy też poznała, jak się wydawało, księcia z bajki. Młody John Bobbitt był przystojny, szarmancki i długo zalecał się do ukochanej. Jak później opowiadała Lorena, wszystko zmieniło się po ślubie. Przez cztery lata małżeństwa kobieta doświadczyła wszystkich możliwych form przemocy - fizycznej, w tym seksualnej, i psychicznej. O swoich przeżyciach opowiadała rodzinie i przyjaciołom, którzy namawiali ją do rozwodu. Nawet sąsiedzi Bobbittów zeznali później w sądzie, że byli świadkami przemocy, i potwierdzili wersję wydarzeń Loreny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej