Październik 2014 r., salka konferencyjna w Oslo. Organizatorom polonijnej konferencji udało się zaprosić pracowniczkę Barnevernetu, owianego złą sławą urzędu ds. ochrony dzieci, którego wielu Polaków boi się jak ognia. Mariam Fulger rozgląda się po sali: w ławach zasiadło wiele młodych kobiet, ktoś trzyma baner „Barnevernet Terror”. Próbuje opowiadać o misji urzędu, ale ludzie jej przerywają:

– Dlaczego zabieracie nasze dzieci?! Kłamstwa!

Podczas serii pytań głos zabiera polski konsul. Sławomir Kowalski dziękuje Fulger za przybycie, bo „bardzo ciężko, by ktoś z Barnevernetu wszedł w dyskusję”. Po czym zaczyna wyliczać, jak Norwegia łamie prawa międzynarodowe.

– Konwencja praw dziecka mówi o zachowaniu ciągłości w wychowaniu dziecka oraz zachowaniu jego tożsamości etnicznej, religijnej, kulturowej i językowej. Tymczasem w większości przypadków dzieci w praktyce przestają mówić po polsku. W co najmniej czterech przypadkach wiemy o problemach z poszanowaniem wiary katolickiej.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej