Z Beatą Świderską, nauczycielką wychowania fizycznego w łódzkim Technikum nr 3, rozmawia Aleksandra Pucułek

Aleksandra Pucułek: Gdy zdawała pani maturę, kwitły kasztany?

Beata Świderska: Średnio, może dlatego egzaminy były trudne. Mówiło się, że jeśli kasztany w pełni zakwitną, to matura będzie łatwa. Jak mówimy o przesądach, to pamiętam też, że ścięłam włosy tuż przed maturą, więc rodzina mówiła, że nie zdam.

Ale zdała pani.

- Tak.

Tylko później.

- Jak mówię, że jestem „ten” rocznik, to każdy dopytuje: "Jak to, to nie pisałaś matury?".

„Ten rocznik” to 1993 rok. Maj, rozpoczyna się strajk nauczycieli zorganizowany przez „Solidarność”. Postulaty to wyższe pensje i nakłady na oświatę. Część szkół zamknięta, część okupowana przez nauczycieli. 11 maja egzaminów nie ma.

- Zwłaszcza ostatni tydzień przed maturami to była huśtawka, raz słyszeliśmy, że będzie matura, drugi raz, że nie i mamy więcej czasu na powtórzenie. Nawet jak poszliśmy dzień przed maturą do szkoły, to powiedziano nam, że nikt nie da nam 100-proc. pewności, co zdarzy się następnego dnia.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej