Z Dawidem Ciemięgą ( ur. w 1984 r., lekarz w trakcie specjalizacji pediatrycznej) rozmawia Anita Karwowska

ANITA KARWOWSKA: Co pan z tego ma?

DAWID CIEMIĘGA: Dla siebie? Nic.

Koncerny medyczne panu płacą?

– Nie zarabiam na tym.

To warto?

– Warto. Piszą do mnie rodzice, którzy jeszcze niedawno ze strachu przed skutkami ubocznymi nie zamierzali szczepić dzieci. Dziś dziękują, że pomogłem im uwolnić się od lęku.

Chociaż nie, ja też coś z tego mam. Pokazywanie ludziom, że antyszczepionkowcy to oszuści, daje mi wielką satysfakcję, ponieważ walczę z pseudonauką.

Przeciwnicy szczepień jeszcze niedawno byli egzotyczną ciekawostką. Kiedy zorientował się pan, że mamy problem ze szczepieniami?

– Niedługo kończę pięcioletnią specjalizację z pediatrii. Pracuję w przychodni i szpitalu w Tychach. Mniej więcej półtora roku temu przychodzący z dziećmi na wizyty rodzice zaczęli zadawać dziwne pytania. Czy szczepionka przeciwko śwince, odrze i różyczce może spowodować autyzm? Czy po szczepieniu dziecku grożą alergie? Co z rtęcią w szczepionkach? Wyczuwałem lęk, więc nie wzruszałem ramionami, tylko dociekałem, skąd te wątpliwości, ponieważ często rodzice nie potrafili ich uargumentować.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej