Wywiad ukazał się 5 kwietnia 2003 roku w "Wysokich Obcasach"

Wojciech Mikołuszko, Małgorzata T. Załoga: Znajoma chciała być chirurgiem. Na stażu w trakcie operacji usłyszała od kolegów:„Masz takie piękne nogi – nie stój tyle,żylaki ci się porobią. Idź, wypij kawę”. Chirurgiem nie została. Jak to się Pani udało?

Bibiana Mossakowska: Jestem chirurgiem dziecięcym, a ta specjalizacja pół wieku temu była zdominowana przez kobiety. A poza tym nie miałam pięknych nóg...

Bycie kobietą, matką i żoną nigdy nie utrudniało Pani bycia chirurgiem?

Kiedyś wypełniałam ankietę „Kobiety w chirurgii dziecięcej”.

Napisałam, że u mnie zawsze lepiej sprawdzały się asystentki, które mają dzieci, niż samotni mężczyźni.Panie zmuszone do godzenia pracy z domem o wiele lepiej organizowały sobie życie zawodowe niż kawalerowie bez obowiązków poza szpitalem.

Dziennikarce „Nowego Medyka” mówiła Pani jednak: „Syn urodził się, kiedy zrobiłam absolutorium. Zaraz potem zaczęłam pracować.Ze stażu w szpitalu biegałam do parku, dokąd gosposia zabierała małego na spacer. Dużo pokarmu miałam, aż mi przeciekał przez mundurek.Nakarmiłam w parku piersią i z powrotem na salę operacyjną”.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej