Wywiad ukazał się w "Wysokich Obcasach Extra" w sierpniu 2012 r

Aneta Augustyn: Chodzi pan do sauny?

Prof. Janusz Degler: Zdarzyło mi się raz za młodu. Odtąd nie byłem, przyznaję ze wstydem.

Witkacy byłby oburzony.

- Byłby zgorszony i na pewno zerwałby ze mną wszelkie kontakty, powiadamiając o tym w oficjalnym piśmie. Uważał, że każdy - zwłaszcza mężczyzna po czterdziestce - powinien obowiązkowo korzystać z łaźni parowej. Naśladując wieszcza, przestrzegał: "Bo zważcie to dobrze u siebie, że - czy ma być w piekle czy w niebie - ni tu, ni tam się nie zbłaźni, ten, który chodzi do łaźni". Zbawiennym skutkom korzystania z sauny poświęcił rozdział w "Niemytych duszach", które napisał w roku 1936. Porównał jej działanie do szorowania się szczotką od wewnątrz, dzięki czemu "wszystkie organy zaczynają żyć na nowo", poprawia się przemiana materii, otwierają pory i wraz z potem wychodzą różne świństwa i jady.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej