Tekst ukazał się Wysokich Obcasach Extra z października 2012 roku.

Wiemy, że byli kochankami, choć - zdaje się - nie wiedzieli o tym ani jego narzeczona (później żona), ani jej przyjaciele. Spotykali się w hotelu na plaży nieopodal Dover.

Ona uwielbiała plaże. Jeśli akurat nie rozbrajała garnizonu volksdeutschów, nie odbijała więźniów gestapowcom czy nie skakała ze spadochronem pod osłoną nocy, wygrzewała się na słońcu. Jak salamandra - mawiała.

On był jedną z najlepszych partii w Londynie. Dobrze urodzony i zamożny szef agencji prasowej, ostre pióro, błyskotliwy umysł. Twarz z gatunku tych, które z każdym rokiem nabierają charakteru. Ian Fleming za sześć lat, w 1953 r., wyda "Casino Royale", pierwszą z książek o przygodach Jamesa Bonda. Ale jej zarys powstaje już w Dover.

Ich rozmowy musiały być bardziej niż interesujące. Jak to rozmowy dwójki tajnych agentów, którzy o najważniejszych rzeczach swojego życia mówić nie powinni. Ale tu, na tej pustej plaży - dlaczego nie?

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej