Tekst ukazał się Wysokich Obcasach Extra z 20.06. 2013 roku

Kiedy jakieś dziesięć lat temu jeden z przyjaciół zapytał mnie o największy problem, odrzekłam bez wahania: mama! Mieszkałyśmy pod jednym dachem, tata zmienił adres kilka lat wcześniej, i cała dzika namiętność - ten przedziwny splot miłości i agresji - odbijała się od niej do mnie i ode mnie do niej. Mama od zawsze była recydywistką w przekraczaniu granic - wchodziła bez pukania do toalety, ingerowała w moje finanse, organizowała mi czas wolny tak, żeby nigdy wolny nie był. Ani prośby, ani groźby, ani nawet ataki szału nie skutkowały.

Wyprowadziłam się z domu, mając 28 lat. Tak, aż tyle! I to tylko dlatego, że chłopak to na mnie wymusił. To on zauważył, że żyję z mamą w nieco za ścisłej symbiozie. Rodzina była przeciwna wyprowadzce - że jak to tak mamę samą zostawić? Że przecież ma taki duży dom, że moje koszty utrzymania gwałtownie wzrosną, i na co mi to?

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej