Katarzyna T. Nowak: Piętnaście lat temu piłam piwo, słuchałam głośno muzyki i siedziałam na czacie, kiedy mój kot wszedł do pralki i zasnął. Nie zauważyłam go. Nie zauważyłam, że niechcący nogą zatrzasnęłam drzwi pralki”.

Rano znalazłam go martwego. Udusił się. Wpadłam w histerię. Gdyby nie głośna muzyka, usłyszałabym piski. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Dlatego napisałam o tym. Ludzie mnie znienawidzą. To wydarzyło się przed ośrodkiem, przed odwykiem, a więc w życiu, kiedy co innego było dla mnie ważne. Koszty alkoholizmu.

Monika Tutak-Goll: To pierwsza książka napisana na trzeźwo?

Pierwsza. Poprzednie trzy, w tym biografię mojej matki Doroty Terakowskiej, czyli „Moją mamę czarownicę”, pisałam „pod wpływem”. Nie byłam pijana, bo jak się jest pijanym, to nie sposób nic zrobić. Ale nie byłam też trzeźwa. Żeby pisać, najczęściej rozcieńczałam wino wodą. Potrafiłam wypić dwie butelki dziennie, czasem więcej. Wmawiałam sobie – jeszcze do niedawna tak właśnie uważałam – że piszę dzięki alkoholowi. Że ułatwia zebranie myśli. Oczywiście to bzdura.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej