Rodzina przychodziła na obiad, siadała do stołu, podchodził kelner i jak w filmie "Dzień świstaka" zawsze było tak samo: karta, książka, wpis, dym. W karcie dań oczywiście widniały zrazy, eskalopy, rolady, sztuki mięsa, pieczenie, schabowe i mielone, ale tylko teoretycznie. Teść wchodził do restauracji i dostawał piany. Słusznie, bo po co głodnemu robić apetyt, skoro nie można go nakarmić?

Trudno było też nakarmić uczestników obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku. W sklepach pustki, na półkach ocet, ewentualnie olej sojowy, a jak już coś rzucili, to od razu ustawiały się kolejki i dokładnie jak w piosence Perfektu "stało się osiem dni po dmuchany ryż", a tu 717 osób (licząc stół główny, podstoliki i obserwatorów), prawie dwa miesiące spotkań, kilkanaście godzin dziennie od rana do wieczora. Nie ma siły, trzeba było coś jeść.

Jedyny zapis dotyczący kulinariów podczas obrad jest niezwykły, zachował się na taśmie w Archiwach Transformacji ’89. Na pytanie dziennikarza, co dzisiaj na obiad (a był to posiłek kończący obrady Okrągłego Stołu), kelner elegancko ubrany w czarny gajer, białą koszulę z wielką muchą odpowiada: "Galaretka drobiowa, zupa pomidorowa z ryżem, eskalop wieprzowy i na deser herbatka i pączek". Doprecyzujmy: galaretka była drobiowa, bo brakowało wieprzowiny, do pomidorowej ładowano ryż, bo był tani i dostępny, a kluski do rosołu robiło się w domu - zagniatając, wałkując, susząc i krojąc, co trwało całe wieki. W sklepach makaronu nie było, a gdy się pojawiał, to zazwyczaj niejadalny. Eskalop podano wieprzowy, chociaż powinien być cielęcy - jak to eskalop - tyle że cielęcina była droga i deficytowa, kupowało się ją od wielkiego dzwonu, nielegalnie, od baby na bazarze, najczęściej dla małych dzieci, rekonwalescentów albo jako rarytas na święta. Pączki nadziane najtańszą marmoladą drugiego gatunku na szczęście były.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej