Projekt Switcharoo (od angielskiego switch, czyli zamiana) w założeniu miał być tylko nowym ciekawym patentem na robienie portretów. – Szczerze mówiąc, gdy zaczynałam w 2010 roku, nie miałam pojęcia, że tematy queer, neutralności płciowej i uniseksu przedefiniują świat mody, że staną się trendem masowym. Ale dobrze, że tak jest, bo o ile na wybiegach to tylko jakaś tendencja, o tyle dla wielu ludzi to znak wyczekiwanych przemian. Już przeszliśmy długą drogę – jesteśmy bardziej otwarci i tolerancyjni. Wciąż jednak nie spotkałam nikogo, kto w 100 proc. czułby, że może nosić wszystko to, na co tylko ma ochotę. – 

Ten lekki niepokój, który wywołało u bohaterów zdjęć ubranie stereotypowo przynależne do płci przeciwnej, sprawił, że projekt Switcharoo niespodziewanie okazał się czymś więcej. Lekkim, nieprzegadanym, przyjemnym dla oka rozważaniem o tożsamości i ograniczeniach, jakie codziennie nakładamy na siebie wraz z ciuchami. Projekt przetoczył się falą przez blogi o fotografii, portale o modzie i designie, a dla autorki zdjęć Switcharoo stało się tematem pierwszej książki, sposobem na życie i początkiem długiej podróży, która zaprowadziła ją na cztery kontynenty i na chwilę do redakcji amerykańskiego „Vogue’a”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej