Najbardziej bałam się samotności – Weronika Łozicka, najdłużej pracująca polska latarniczka, prowadzi mnie na wieżę latarni. Na głowę włożyła mundurową czapkę. – Mam pięcioro rodzeństwa, czworo dzieci. Mój dom zawsze był pełen ludzi. A latarnik w Stilo siedzi nocą w lesie sam, do najbliższej wioski mamy cztery kilometry. Na początku nie chciałam się zgodzić. W końcu jednak uznałam, że rodzinną tradycję trzeba podtrzymać. I tak upływa mi 29. rok w latarni.

Osetnik. Z Gdańska to półtorej godziny jazdy samochodem. Latarnia nazywa się Stilo. Żeby zobaczyć wieżę pomalowaną w trzy pasy: czarny, biały i czerwony, trzeba przejść przez sosnowy las. W 1907 roku latarnię postawili Niemcy. Stoi na wydmie, 100 metrów od brzegu.

W środku cicho, ciasno, na górę prowadzą kręte schody o 138 stopniach. Od trzech pokoleń znajduje się w rękach rodziny Łozickich.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej