Jest taka scena w drugim sezonie serialu "Detektyw" - jeden z głównych bohaterów, Ray Velcoro, który znalazł się w bardzo trudnym momencie swojego życia, wraca do domu. Zamyka drzwi i włącza muzykę z piekła rodem. Ciska na stół dwie paczki papierosów, plastikowy woreczek z białym proszkiem, stawia szklankę z kostkami lodu, butelkę whisky. Siada do stołu i zabiera się do roboty: szybko nalewa sobie pełną szklankę, wypija ją duszkiem, rozsypuje biały proszek, tasuje go kartą kredytową, wciąga przez nos. Następna szklanka whisky wypita duszkiem, papieros, następna działka koki, następny papieros, taniec nie do rytmu, ruchy pijanego boksera na ringu, niezdarne podciąganie się na drążku, znowu koka, papieros, pełna szklanka, piwo, następna szklanka, w teraz już drżących rękach. "Czy on próbuje się zabić?" - spytałam mojego męża, który leżał obok mnie na kanapie.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej