Miliard godzin. Tyle wypracowują co roku polscy wolontariusze. Gdyby przeliczyć to na aktywność etatową, odpowiadałoby to pracy wykonywanej przez 565 tys. pełnoetatowych pracowników. To potężne pieniądze – godzina pracy wolontariusza wg GUS jest warta 22 zł.

Odsetek stowarzyszeń i fundacji, które korzystają z pracy wolontariuszy, systematycznie wzrasta. Jeszcze dziewięć lat temu robiło to tylko 40 proc. organizacji, obecnie – już 61 proc., jak wynika z raportu stowarzyszenia Klon/Jawor.

To jednak tylko pieniądze. Ważne, ale nie najważniejsze. Bardziej liczy się to, że pomaganie innym przyczynia się do większej satysfakcji z życia, zapobiega depresji i uczuciu odizolowania, a nawet zmniejsza ryzyko przedwczesnej śmierci o ponad 20 proc.

Dlaczego ja?

– Po śmierci Julki wszyscy mi mówili, że nie powinnam się tak angażować, ale potem była Monika z domu dziecka. Spałam koło niej, bo została w szpitalu sama i wyszarpywała sobie rurki. Miałam pójść do domu? – pyta Anna Szymańska z fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. Takich osób jak ona jest w fundacji więcej: pokonały chorobę, ale nie bały się wrócić do szpitala. Teraz fundacja zaprasza wszystkich, którzy chcieliby pomagać małym pacjentom kliniki Przylądek Nadziei we Wrocławiu, gdzie leczą się dzieci z całej Polski. Prowadzenie zajęć i zabaw na oddziałach, organizowanie wydarzeń w szpitalu i dla dzieciaków w całym kraju – wolontariusze są niezastąpionym wsparciem każdego dnia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej