O swoich metodach walki ze stresem opowiada Kasia Wołcz, producentka telewizyjna.

Moja praca bardzo często wiąże się ze stresem. Robiąc film, zapraszam do projektu różnych twórców: reżysera, operatora i wszystkie osoby, które mają moc kreatywną i wizję. Tworzymy w głównej mierze treści komercyjne i w związku z tym muszę godzić interesy różnych ludzi. Często po prostu nie mogę pokazać, że się czymś denerwuję. Gaszę pożary, szukam rozwiązań i pomagam innym komunikować się ze sobą.

Odreagowanie stresu zostawiam na później. Pomaga sport, np. podnoszenie sztangi, jazda na rowerze lub na desce - jestem sama z własną głową, staram się skupiać na jednej czynności.

Jeśli chodzi o radzenie sobie ze złością, porzuciłam patologiczną miłość do papierosów, ale trudno zaprzeczyć temu, że nie działają… Gdy zdarzają się niezwykle trudne chwile, bywa, że reaguję niegodnie miana damy (chociaż dla mnie - bardzo odprężająco) i dużo przeklinam. Są to odzywki nie do publikacji, głównie klasyka, taki rynsztokowy standard. I mocne "r" robi robotę. Taka agresja słowna jest dla mnie świetnym wentylem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej