Na świecie żyje około 7,5 mld ludzi i pewnie każdy z nas ma swoją definicję stresu. Nierzadko jest tak, że w tej samej sytuacji jeden doświadczy reakcji stresowej, a inny nawet nie zauważy, że cokolwiek się wydarzyło, i to bez względu na to, czy chodzi o pracę, czy o życie osobiste.

Jeden z pionierów badania stresu, dr Hans Selye, definiuje go jako naszą odpowiedź na różne wydarzenia życiowe - fizyczne, emocjonalne, środowiskowe - pojawiające się rzeczywiście lub też pozornie w obszarze naszego zmysłowego radaru. Naukowiec udowodnił, że reagując na codzienne wyzwania, ciało i umysł współpracują ze sobą - interpretują, dostosowują się i odpowiadają na docierające sygnały w sposób, którego nie jesteśmy nawet świadomi. Bo stres nie musi być naszym wrogiem, przeciwnie, może być sposobem mobilizacji organizmu do reakcji "walcz/uciekaj", która kiedyś pomagała naszym praprapraprzodkom w walce o przetrwanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej