Pomysł nie jest nowy. Już w XIX wieku francuski chemik prof. Marcellin Pierre Berthelot przekonywał, że hodowla mięsa w laboratoriach będzie rzeczywistością w 2000 roku, a Winston Churchill w roku 1931 napisał: "Uciekniemy od absurdu hodowania całej kury po to tylko, by zjeść pierś lub skrzydło, poprzez rozwijanie tych części oddzielnie". Ich prorocze wizje urzeczywistniły się, kiedy tą technologią zainteresowała się NASA i zaraz potem powstała pierwsza organizacja zajmująca się wyłącznie hodowlą mięsa w laboratoriach.

Dziesięć lat później po raz pierwszy został publicznie usmażony i zjedzony pierwszy burger "z probówki". Kosztował - bagatela! - 330 tys. dol. Tak wysoka cena produkcji sprawiała, że żywność z probówki postrzegana była bardziej jako drogie zabawy naukowców niż rewolucyjne rozwiązanie w branży spożywczej. W rzeczywistości rolnictwo komórkowe rozwija się w zawrotnym tempie - już funkcjonuje kilkadziesiąt firm, które zajmują się wytwarzaniem laboratoryjnej wołowiny, a obecna cena burgera to zaledwie... 12 dol.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej