W połowie lat 80. rodzice Karoliny mieszkają w Białymstoku. Ojciec jest inżynierem, mama pracuje w wydawnictwie, ale kiedy rodzi im się Karolina, rzuca pracę, żeby bawić córkę. W 1990 roku wyjeżdżają do USA. Ojciec pracuje tam na budowach, mama sprząta po domach, a córka ma osiągnąć więcej niż oni.

- Uczono mnie, że mogę osiągnąć wszystko. No i jestem taki American Dream - mówi dziś Karolina.

W Stanach świetnie się uczy. W publicznych szkołach, ale rodzice zawsze wyszukują najlepsze. Na lekcjach jest aktywna, podnosi rękę, zadaje pytania - takiej postawy uczy amerykańska szkoła. Wszystko jest dobrze do momentu, kiedy w liceum zapisuje się na wyższy poziom zajęć z fizyki.

- Byłam strasznie traktowana, bo jestem dziewczyną. Nauczyciel był zniesmaczony, kiedy zadawałam pytania. Czułam się wyśmiewana - wspomina Karolina. - Poszłam na psychologię, bo tam było 70 proc. kobiet, czułam się znacznie lepiej.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej