Z Jeffem Hadenem, autorem książki "Mit motywacji", rozmawia Agnieszka Jucewicz

Wygląda na to, że niedługo mówcy motywacyjni zaczną wyskakiwać z lodówki. Słuchają ich i oglądają miliony ludzi na świecie. Aż dziw bierze, że do tej pory ludzkość dawała sobie radę bez nich.

Mam wrażenie, że to częściowo wynika z tego, że wiele osób ma dzisiaj poczucie, że utknęło, i nie wie, jak osiągnąć to, na czym im zależy. Dodatkowo poczucie stania w miejscu potęgują media społecznościowe czy media w ogóle, donosząc o kolejnych "ludziach sukcesu", więc łatwiej o wrażenie, że "wszystkim się udaje, tylko ja jakoś ciągle z tyłu".

Problem polega na tym, że mówcy motywacyjni są świetni we wzbudzaniu entuzjazmu, człowiek, wychodząc z ich wystąpień, jest podekscytowany, przepełnia go energia i ma poczucie, że da radę, ale trzy dni później, kiedy staje przed jakimś wymagającym i żmudnym zadaniem, okazuje się, że ten entuzjazm pryska. Słyszała pani o Tonym Robbinsie?

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej