Kojarzysz te bankiety, na których dłoń z lampką szampana unosisz razem z przełożonymi? "Za sukces! Tworzymy tutaj jedną, wielką, szczęśliwą rodzinę!". A ty większej bzdury nie słyszałaś, chyba że od hodowców norek, którzy mówią w wywiadach o tym, jak kochają zwierzęta.

Ale zastanówmy się, z czym mamy do czynienia, kiedy szefowa lub szef zwraca się do pracujących mrówek i nazywa je rodziną?

No bo pomyśl. Pracujesz po godzinach, ale to dla rodziny! Nie bierzesz za to pieniędzy, bo chcesz, żeby każdy w rodzinie mógł dostać w tym miesiącu wypłatę. Pomagasz koleżankom i kolegom, żeby nikt z tej rodziny nie został zwolniony. Ej, ale jak to zwolniony z rodziny? Ciężko zwolnić się z pokrewieństwa krwi. Ale w tym problem, że firma to nie jest rodzina!

Ty masz już rodzinę, przyjaciół. Zwierzęta i ludzi, o których się troszczysz. Masz też hobby, któremu chcesz poświęcić wolny czas. Jak wspinaczka, balet, binge-watching na Netflixie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej