Nigdy nie jest wystarczająco dobrze.

Zawsze może być lepiej!

Przychodzą do pana tacy ludzie?

Przychodzą. Częściej na coaching niż na terapię. I, niestety, jest ich coraz więcej.

Przychodzą i mówią: „Jestem perfekcjonistą, proszę mi pomóc”?

Nie. Najczęściej skarżą się na przemęczenie, wypalenie. Ich opowieści są opowieściami o przepracowaniu, o nadużywaniu siebie, zaniedbywaniu relacji z partnerami, dziećmi, przyjaciółmi, rodzicami. I kiedy zaczynamy się temu bliżej przyglądać, okazuje się, że najczęściej kryje się za tym właśnie perfekcjonizm.

Czyli co?

Potrzeba robienia wszystkiego w sposób doskonały, która jest niemożliwa do zaspokojenia.

Jak to się ma na przykład do sumienności? Zaangażowania w to, co się robi?

Granica często jest trudna do ustalenia, bo i zaangażowanie, i sumienność to są bardzo często takie łagodne określenia na perfekcjonizm. Pozytywnie się kojarzą. I u części ludzi rzeczywiście zaangażowanie i sumienność to prawdziwe cnoty, natomiast tymi cnotami przestają być wtedy, kiedy zaczynamy poważnie nadużywać swoich możliwości psychofizycznych.

Eksploatujemy się?

I jednocześnie ograniczamy coraz bardziej obszar relacji z ważnymi dla nas ludźmi. Ponieważ nigdy nie mamy pewności, czy zrobiliśmy absolutnie wszystko w tej sprawie, która jest dla nas tak naprawdę najważniejsza.

Perfekcjonizm może dotyczyć różnych sfer życia, ale na ogół związany jest z pracą. Człowiek, który ma taki kłopot, uważa, że zawsze mógł zrobić jeszcze lepszą prezentację, jeszcze więcej doczytać, jeszcze lepiej przygotować wystąpienie, dopracować tekst itd. I to się praktycznie nigdy nie kończy.

Nigdy nie jest z siebie zadowolony?

Nigdy. To jest człowiek, którego rodzice nigdy nie byli zadowoleni z tego, co osiągnął (bo najczęściej o osiągnięcia tu chodzi), i dawali mu to do zrozumienia. „Za mało się starałeś. Mogłeś lepiej” – to jest głos, który on cały czas słyszy w swojej głowie.

To jest aż tak proste?

To jest właściwie dość proste.

Co jako dziecko perfekcjonista mógł jeszcze słyszeć? Przysłowiowe „dlaczego nie szóstka, tylko piątka”?

To na pewno. Ale jest w tym jeszcze dodatkowy element. Takie dziecko, a potem dorosły ma poczucie, że właściwie nigdy nie może sobie powiedzieć, że zrobił wystarczająco dużo, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt.

Jak pani popatrzy na swoje życie, to też dojdzie pani pewnie do wniosku: „Kurczę, właściwie w wielu obszarach mogłam zrobić więcej”. Ale jednak z jakichś, świadomych czy półświadomych, powodów zdecydowała pani, że nie będzie poświęcać czasu i energii wyłącznie jednej sprawie, ponieważ inne sprawy są dla pani równie ważne. Wie pani też, że doba ma 24 godziny, że trzeba się wyspać, odpocząć, zadbać o siebie. Nie da się wszystkiego zrobić doskonale. Nie katuje tym siebie pani. A perfekcjonista nie potrafi odpuścić.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej