Nie zawsze interesowałaś się technologią...

Chciałam być lekarką, potem polityczką, myślałam też o własnym biznesie. Dostałam się nawet na jeden z najlepszych uniwersytetów medycznych w Niemczech. Nie poszłam. Zbyt długo musiałabym czekać, by robić coś znaczącego. Zamiast tego wyjechałam na rok do Stanów. Dostałam stypendium amerykańskiego Kongresu. Tam zrozumiałam, że polityka też nie jest dla mnie.

Nie miałaś na siebie pomysłu czy miałaś ich za wiele?

W moim CV faktycznie jest dużo zmian. Powody są dwa: szukanie dla siebie odpowiedniego zawodu i niemiecki system edukacji. Gdy miałam 15 lat, z Kielc przeprowadziliśmy się do Furth w Niemczech. Trudno było mi się odnaleźć, długo szlifowałam język, więc na uniwersytet poszłam dopiero, gdy miałam 23 lata. Studiowałam biznes międzynarodowy, bo prowadzenie firmy zawsze mnie interesowało. Moi rodzice bardzo mnie wspierali, ale nie mówili mi, co mam robić. Dzięki temu spróbowałam tak wielu rzeczy, co pomogło mi odnaleźć swoją drogę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej