Kapitan Marvel, nawet zanim stała się najpotężniejszą superbohaterką z komiksów wydawnictwa Marvel, nie była zwyczajną Amerykanką. Uparta i narwana Carol Danvers została wojskową pilotką, potem doradczynią w NASA, a przez chwilę była także redaktorką naczelną kobiecego pisma. Wskutek kosmicznego wypadku zyskała możliwość latania i zadawania ciosów z prędkością światła i jako zmutowana wojowniczka ocaliła Ziemię przed kosmiczną inwazją. Teraz – w filmie kosztującym 150 mln dol. – ma zostać wzorem nieugiętości, niepoddawania się w dążeniu do celu. Ale jak zapewnia aktorka, która ją gra, nie przestanie przy tym być uparta i narwana. I będzie popełniać błędy.

Komiksowa superbohaterka z filmu wielkiego hollywoodzkiego studia może nie wydawać się interesującą postacią, ale jej pojawienie się na ekranie jest znakiem, że nawet w Hollywood coś się zmienia. Zwłaszcza że wcielająca się w postać Kapitan Marvel aktorka Brie Larson nie jest typową gwiazdką, a film wyreżyserowała para reżyserów. Tak, już prawie dwa lata temu w kinach pojawił się pierwszy od bardzo dawna (i pierwszy udany) film o superbohaterce. Była nią wywodząca się z konkurencyjnego wydawnictwa DC Comics Wonder Woman, a jej przygody na ekran przeniosła kobieta – Patty Jenkins. Kapitan Marvel jest znakiem, że to nie był jednorazowy przypadek.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej