Mariola Wiktor: Masz dłonie pianisty. Smukłe, długie palce…

Mahershala Ali: - (śmiech!) Dziękuję. Przed zdjęciami do filmu próbowałem pianina, ale tylko trochę. Mam duże dłonie i bardziej wykorzystywałem je w koszykówce. Byłem niezłym graczem, dostałem nawet stypendium, ale ostatecznie rzuciłem sport dla aktorstwa.

W filmie "Green Book" w reżyserii Petera Farrelly’ego grasz Dona Shirleya, afroamerykańskiego pianistę, wirtuoza muzyki klasycznej. To o nim Igor Stravinski powiedział, że był geniuszem. Co ciebie najbardziej zafascynowało w Donie?

- Jego tajemniczość, wewnętrzne skomplikowanie, rozdarcie. Don był bardzo samotny, bo nie należał do żadnego ze światów. Oczytany, świetnie wykształcony, kulturalny, znał języki obce, studiował w konserwatorium w Petersburgu i Londynie. Jednak jako Afroamerykanin nie należał do białych elit, choć grał dla nich muzykę klasyczną. Z tego samego powodu kultura i świat czarnej muzyki były dla niego także zamknięte. Nigdzie nie był u siebie. Żył z piętnem wielokrotnego wykluczenia.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej