Ze Stingiem i z Shaggym rozmawiają Aga Kozak i Joanna Wróżyńska

StingGordon Matthew Sumner, ur. w 1951 r., jeden z najsłynniejszych muzyków pop. Nim został muzykiem, studiował filologię angielską, pracował na budowie, był urzędnikiem, uczył w katolickiej szkole. Działa społecznie, wspiera Amnesty International i organizacje broniące lasów tropikalnych

Shaggyjego prawdziwe nazwisko to Orville Richard Burrell, ur. w 1968 r., jamajski wokalista reggae, dancehall i rap. W dzieciństwie wyjechał do Stanów, służył w piechocie morskiej podczas pierwszej wojny irackiej, po powrocie z Iraku zajął się muzyką. W Polsce kojarzony od lat m.in. z przebojów „Boombastic” i „It Wasn’t Me”. Udziela się charytatywnie, m.in. organizując koncerty na rzecz szpitali dziecięcych na Jamajce

***

Ich wspólna płyta to zapewne jedna z najbardziej nieoczekiwanych kolaboracji roku. Sting zażartował kiedyś, że poznali się na Tinderze (dla niewtajemniczonych – randkowy odpowiednik Facebooka), ale przyznał później w jednym z wywiadów, że tego dowcipu żałuje do dzisiaj. Mówią, że znają się od dawna, że to „taka znajomość na skinienie głowy”, bo przez lata mijali się na różnych branżowych imprezach. Ale dopiero menedżer Stinga Martin Kierszenbaum, który kiedyś pracował też z Shaggym, zaproponował im nagranie razem piosenki „Don’t Make Me Wait”. Ostatecznie to, co miało być jednorazową przygodą, zaowocowało płytą „44/876” i światową trasą koncertową.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej