Z reżyserem Andriejem Zwiagincewem rozmawia Mariola Wiktor

„To, co ci powiem, wyda ci się banalne, ale w sferze uczuć jesteśmy analfabetami”. Wiesz skąd ten cytat?

– (śmiech) „Uczymy się wszystkiego… ale ani słowa o duszy”. Tak, oczywiście to mówi Johan do Marianny w „Scenach z życia małżeńskiego”. Dobrze, że przywołałaś ten film Bergmana, bo on był jedną z inspiracji dla „Niemiłości”. I tu, i tam para małżeńska z podobnym, 10-12-letnim stażem rozwodzi się i wiąże z innymi partnerami. Na tym jednak kończą się podobieństwa. U Bergmana uczucie jednak było, tylko się wypaliło, zabiła je rutyna, pozostało przywiązanie. Poza tym bohaterowie przechodzą transformację, uczą się ze sobą komunikować dopiero wtedy, gdy się rozstają i ze zdumieniem odkrywają, że jednak nie mogą bez siebie żyć. Być razem jednak także nie potrafią. I nic nie da się z tym zrobić.

Wydajesz się większym pesymistą niż Bergman, jeśli chodzi o związki małżeńskie

– Co do mojej pary, to w związku Żeni i Borysa faktycznie nigdy nie było miłości. Kobieta wychowana przez chłodną uczuciowo matkę zaszła w ciążę w młodym wieku i nie potrafiła przekazać miłości swojemu dziecku. Ten brak ciepła przekazywany jest w Rosji z pokolenia na pokolenie. Dla Borysa ważniejsza od rodziny była zawsze praca i fałszywie pojmowany prestiż. W ich domu nigdy nie było czułości i ciepła.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej