Czerwiec ’69 jest ciepły i słoneczny. Amfiteatr nad jeziorem w Szczecinku, małym miasteczku w województwie koszalińskim, tętni życiem. Trwa Rajd Szlakiem Zdobywców Wału Pomorskiego. Z tej okazji w amfiteatrze przez cały tydzień odbywają się koncerty. Przyjeżdżają sławy: Maryla Rodowicz, Jerzy Połomski, Helena Majdaniec, Karin Stanek, grają Skaldowie i Alibabki. Ale występują też młodzi artyści i mniej znane zespoły. Na widowni tłumy młodzieży z całej Polski, roześmianej, rozgadanej, przed nimi długie wakacje.

Wśród młodych muzyków wyróżnia się zespół Maranty z Kluczborka. Grają bigbit i mają jeden z najlepszych wtedy w kraju sprzętów nagłaśniających. Właśnie wrócili z Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Chłopcy ubrani w jednakowe, białe garniturki budzą szał – bisy, piski dziewczyn, tańce przed sceną. Fanki są w takiej euforii, że organizatorzy wyłączają prąd i przerywają koncert.

A miłość została mi w sercu

Hania Marczewska od piątej klasy podstawówki trenuje lekkoatletykę. Jako reprezentantka szkoły, a potem miasta bierze udział m.in. w czwórboju lekkoatletycznym na mistrzostwach Polski juniorów. Przegrywają tylko z Warszawą, a są przecież tylko małą szkółką ze Szczecinka. Dzięki wyjazdom Hania nabiera śmiałości. Podoba się chłopcom – ładna, zgrabna, a do tego wesoła, spontaniczna i otwarta. Kręcą się wokół niej, piszą listy miłosne, ale to ona wybiera tego, który jej się podoba. Ma pierwszego chłopaka, ale poza całowaniem do niczego między nimi nie dochodzi.

Podczas koncertu Marantów Hania siedzi na murku tuż przed sceną. Nie może oderwać wzroku od jednego z muzyków. Szczupły, ciemne włosy, ciemne brwi, niebieskie oczy. Gitarzysta basowy. Po koncercie podchodzi do niego, zagaduje. On ma na imię Jurek. W kilka osób idą się kąpać w jeziorze, opalają się na piasku. On bierze ją za rękę. Idą na spacer, przez łąkę, w kostiumach kąpielowych. Hania przeżywa swój pierwszy raz. Nie pamięta bólu, nie pamięta przyjemności, pamięta ogromne przeżycie. Ma 16 lat i niesamowite wyobrażenia o miłości. Tej nocy nie wraca do domu. Śpią razem w jego namiocie i kochają się po drugi raz.

Jurek ma 20 lat i więcej doświadczenia. Takie dziewczyny jak Hania czekają na niego po każdym koncercie. Rano pakuje się i wyjeżdża. Znają się niepełne 24 godziny. Zostawia jej swój adres. Hania pisze listy, długie, na kilka kartek papieru podaniowego, namiętne. Jest pewna, że spotkała miłość swojego życia.

Pisze cały lipiec i cały sierpień. Jurek nie odpowiada. We wrześniu przysyła jej pocztówkę, że będzie grać na dożynkach w Warszawie, żeby przyjechała. Ale mama nie pozwala. Jest za młoda, żeby jeździć sama tak daleko.

– Miałam poczucie, że ta miłość została mi w sercu na całe życie – mówi Hania. – Tylko jakby… zamknięta na klucz. Jakby jakaś klapka zapadła.

To ja jestem tym chłopakiem z gitarą

Hania ma dzisiaj 66 lat. Jest na emeryturze, mieszka we Wrocławiu, ma męża, dwoje dzieci i troje wnucząt. Wciąż jest wesoła, spontaniczna i otwarta.

– Typowa ze mnie babcia – śmieje się. – Dzieci zawsze do mnie lgnęły i ja uwielbiałam się nimi zajmować. Kiedy urodziła się pierwsza wnuczka, zrezygnowałam z pracy na cały etat, żeby pomóc córce. Pracowałam w weekendy, a w tygodniu opiekowałam się wnuczką. Dopiero kiedy mała poszła do przedszkola, wróciłam znowu na pełny etat. Kiedy urodził się wnuk, mogłam już przejść na emeryturę i się nim zająć. Córka miała dobrze – w każdej chwili mogła do mnie zadzwonić, jeździłam to do jednego dziecka, to do drugiego. Nie to co ja w jej wieku. Wcześnie urodziłam pierwsze dziecko. Myślę, że gdybym nie zaszła w ciążę, to nie wyszłabym za mojego męża… Ja w takiej sytuacji powiedziałabym córce – poczekaj, pomieszkaj z nim, zobacz, czy ci ten facet odpowiada. Ale wtedy mowy o tym nie było: ślub i koniec. Zaczęła się proza życia. Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, bez wody, bez łazienki, z toaletą na podwórku. Praca, dwoje małych dzieci, brak pomocy, bo rodzina daleko. Trudne czasy. Uważam, że jestem niezły gość, że dałam sobie z tym wszystkim radę.

Kiedy najmłodsza wnuczka poszła do przedszkola, Hania założyła sobie konto na Facebooku. Czuła, że potrzebuje czegoś nowego – energii, inspiracji. Szybko zdobyła nowych znajomych. Postanowiła, że zrzuci dziesięć kilo. Kiedy założyła krótszą sukienkę i ulubione szpilki, mężczyźni znowu zaczęli się za nią oglądać. Zaczęła pływać, nawet wystartowała w zawodach pływackich dla seniorów. Próbowała namówić męża, ale nie chciał – został w fotelu przed telewizorem. Więc Hania pływała sama. Któregoś dnia, cztery lata temu, na FB znalazła profil Jurka. Na zdjęciu widać było starszego pana.

„Mój pierwszy facet! Mężczyzna, z którym straciłam cnotę… Ile to lat minęło? 46 lat. Prawie pół wieku!” – pomyślała wzruszona.

Ciekawa była, jaki jest. Zaprosiła go do znajomych, ale nie zareagował. Miała nazwisko po mężu, mógł jej nie poznać. Znalazła więc stronę, na której opisywane były zespoły grające w latach 60., w tym także Maranty. Nawiązała z nimi kontakt. „Jeśli pamiętasz tamte czasy, to napisz parę słów. Będą fajne wspomnienia” – poprosił administrator strony. Napisała. Wspomniała, że jeden z chłopców z zespołu bardzo wpadł jej w oko… I zamieściła swoje zdjęcie z tamtych lat.

Parę dni później, styczniowego popołudnia 2015 roku, oglądała z mężem telewizję. Jej telefon zadźwięczał, dostała wiadomość na Messengerze: „To ja jestem tym chłopakiem, a ty nazywałaś się Hania Marczewska. Czy mogę zadzwonić?”.

– Serce skoczyło mi do gardła. Pamięta mnie, nawet moje panieńskie nazwisko. Po tylu latach, po tak krótkiej znajomości. Odpisałam: „Teraz nie mogę rozmawiać, ale podaj swój telefon, oddzwonię”. Zadzwoniłam z biblioteki osiedlowej, żeby nie rozmawiać przy mężu. Miał miły głos. Dowiedziałam się, że jest rozwiedziony. Mieszkał cały czas w Kluczborku, ale niedługo miał lecieć z Wrocławia do Stanów; zaproponował, żebyśmy poszli na kawę przed jego wylotem i powspominali dawne czasy. Klapka w moim sercu powoli zaczynała się otwierać.

Pokój 27

Spotkali się na lotnisku i opowiedzieli: o swoich małżeństwach, dzieciach, wnukach. Potem się rozstali – on poleciał na miesiąc do Stanów, a ona pojechała do sanatorium do Kołobrzegu. Ale zaczęli pisać do siebie SMS-y. Z każdym dniem cieplejsze.

Jurek: „Hi Haniu. Na tym zdjęciu, które zamieściłaś, wyglądasz jak gwiazda filmowa. A oczy to już odjazd. No, no. Kiedyś to wszystko było moje!!! Pisz do mnie, jak możesz”.

Hania: „Odwracaj proszę wzrok od amerykańskich ślicznotek, bo jestem zazdrosna. Całuję Cię mocno, Hania”.

– Przesłał mi filmik, jak gra na gitarze i śpiewa „Appassionatę” – piosenkę, której słowa tak bardzo pasowały do naszego życia, że słuchałam jej w swoim pokoju hotelowym na okrągło. Już wiadomo było, do czego nas ciągnie. Zaczął się flirt.

Hania: „»Apasjonata« leci na okrągło. Proszę, uważaj tam na siebie. Czekam tu na Ciebie i bardzo chcę, żebyś mnie wziął w ramiona. Tych lat straconych już nikt nam nie odda, nikt, ale możemy coś jeszcze z tym zrobić:-) Całuję Cię tak... ach, Mój Chłopaku z Gitarą”.

Przed przylotem do Wrocławia Jurek napisał:

Jurek: „Haniu, czy możemy się spotkać? Odwiedzisz mnie w hotelu?”.

Hania: „Jurek, przylecę na skrzydłach!”.

Mieszkał w pokoju 27 – nigdy nie zapomnę tego numeru. Wbiegłam i po prostu się na niego rzuciłam. Taka byłam go spragniona! Za pierwszym razem jeszcze byliśmy skrępowani, jeszcze się siebie wstydziliśmy. Po wszystkim, kiedy leżeliśmy w łóżku, przytulał mnie i głaskał tak czule po plecach. Mój mąż nigdy mnie tak nie pogłaskał – przez prawie 50 lat naszego małżeństwa.

Jurek: „Haniu, co teraz robisz?”.

Hania: „Co robię? Pranie, sprzątanie, gotowanie... Jak automat. Ale sercem jestem ciągle w pokoju 27.

Jak mogłam tak długo czekać na Ciebie? Minęło parę godzin, a już tęsknię. Czułam się tak, jakbym poprzedniego wieczoru wyszła z Twojego namiotu. Przypomniałam sobie tamte dni. Pamiętam, jak siedziałam na murku, zakochanymi oczami wpatrywałam się w chłopca z gitarą i czekałam, żeby on spojrzał na mnie. Jaka byłam szczęśliwa i zakochana. Byłam gotowa na wszystko i dałam Ci wszystko. A Ty już do końca świata zostałeś moim pierwszym chłopakiem. Popłakałam się z emocji, z tęsknoty i bezsilności, że to już nie wróci. Zatrzymuję czas między czerwcem 1969 a styczniem 2015 roku. O prozie życia porozmawiamy później”.

Jurek: „Haniu, niesamowite, co ty do mnie piszesz. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałem. Już wcześniej mnie jako młodego chłopca Twoje listy bardzo poruszyły. Przez nie tak bardzo Cię zapamiętałem. Wspaniale mieć kogoś tak kochającego. Ale co teraz? Spotkania ukradkiem? Przecież nie mogę zburzyć Twojego życia”.

Nie burzy. Spotykają się po kryjomu, raz, dwa razy w miesiącu w hotelowych pokojach, pensjonatach.

Czasem ona przyjeżdża do niego. Zawsze pięknie wyszykowana: sukienka, ładna bielizna. Ale on też się stara – nowe ubrania, fryzjer. Hania wykorzystuje każdą okazję, kombinuje, udaje przed całą rodziną, wymyśla fikcyjne powody i wyjeżdża: do Kołobrzegu, Sopotu, Gdańska, Łodzi, Poznania, Krakowa, Kłodzka, Zielonej Góry, Polanicy-Zdrój, Zakopanego.

Hania: „Pierwszy raz w życiu rozbudziło się we mnie takie pragnienie, taka otwartość, taka chęć oddania się mężczyźnie, który pamięta, żeby jego kobieta też czuła się spełniona… Jestem ciągle tą samą młodą dziewczynką, moje uczucia dorównują tym sprzed pół wieku. Nic się nie zmieniło, tylko moje ciało. Oczy już tak nie błyszczą, włosy posiwiały, ale serce bije i kocha Cię”.

Opaska na oczy

– Jakby mój mąż zobaczył, jak się kocham z Jurkiem, jaka jestem gorąca, nie uwierzyłby, że to ja. On nigdy nie potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu, nawet się nie starał. Nikt mi nie powie, że kobieta jest z natury oziębła; jeżeli on jej nie pieści, nie prowadzi gry wstępnej, to nie ma co się dziwić, że ona nie ma ochoty. Mężczyzna musi zadbać o to, żeby kobiecie było dobrze. Nie sypiam już z moim mężem. Na szczęście jemu to już nie wychodzi, więc mam święty spokój.

Jurek wie, jak zaspokoić kobietę. Dba o to, stara się, widzi, kiedy jest mi dobrze. A ja aż piszczę z ochoty, żeby się z nim kochać. Jak uda się nam skończyć w tym samym momencie, to to jest najpiękniejsza chwila w życiu. On jest szczęśliwy i ja jestem szczęśliwa, kiedy czuję, że go zaspokajam.

Pewnie, że chciałabym mieć znowu młode ciało, bez zmarszczek. Ale ostatecznie przecież nie ciało jest najważniejsze – liczy się charakter, spontaniczność, to, że dzięki mnie jemu wciąż się chce. Ja potrafię być niezły prowokator i kusicielka. To ja mu proponuję seks na stole. To ja kupuję opaskę na oczy.

To ze mną pierwszy raz w życiu kochał się pod prysznicem – chociaż tyle miał kobiet w życiu!

Jeżeli następnego dnia on mówi: „To co, może znowu?”, to znaczy, że mu się podobało.

Nie jestem święta, miałam w życiu przelotne miłostki, ale nikt tak na mnie nie działał jak Jurek – on jest bezkonkurencyjny. Nigdy wcześniej mężczyzna tak mnie nie dotykał, nie rozpalał. Tak mnie podnieca, że czasem nieomal go gwałcę. Wystarczy że zrobi „lewka” – wciągnie brzuch i pokaże klatę. Jak ja to zobaczę, to zrywam się z łóżka i lecę go całować. Wyobrażasz sobie? Ja – stateczna kobieta, matka dzieciom, babcia wnukom, jedną nogą w grobie – robię takie akcje! Potrafię jechać do niego wieczornym pociągiem, przespać się z nim, namówić go jeszcze na seks poranny i wrócić do domu.

Kiedyś byliśmy umówieni, ale tuż przed wyjazdem złamałam rękę. I co? Nie mogłam przecież zrezygnować ze spotkania! Unieruchomiłam sobie jakoś tę rękę i pojechałam do niego pociągiem. Z miłości! Jak silne człowiekiem musi targać uczucie, żeby jechać ze złamaną ręką tylko po to, żeby zobaczyć ukochanego?

Wiem jedno – gdybym była jedną z tych poukładanych kobiet, które mają wbite do głowy, że to mężczyzna musi pierwszy zadzwonić, zainicjować, to nie zaznałabym takiego szczęścia. Jeśli kobieta nie zawalczy, nie da facetowi sygnału, że chce, to szczęście łatwo może przejść koło nosa. Masz tyle szczęścia, ile sobie weźmiesz, prawda?

„Kochany Mój. Minęło parę godzin, jeszcze czuję Ciebie w sobie, Twoje ręce na moich plecach, słyszę Twoje i Moje spazmy rozkoszy, a już tak bardzo tęsknię. Cierpliwość i czekanie to nie są moje mocne strony. Tęsknota za Tobą aż boli. Serce i ciało wyrywa się do Ciebie. Te chwile spędzane razem są tak krótkie” – pisze do Jurka po powrocie.

Jak dzieci i wnuki zareagowałyby na tę moją zdradę?

– Ja w tej sytuacji mam najgorzej – przy Jurku jestem sobą, ale potem wracam do codzienności i muszę udawać.

Hania: „Babciu, dlaczego płaczesz? – spytała mnie dziś wnuczka. Nic, nic, zatarłam tylko oko… Co miałam powiedzieć? Że płaczę z żalu, że jest tak, a nie inaczej? Czy że ze szczęścia, że takie piękne uczucie i takie pożądanie mnie w życiu spotkało? Gdybym pisała ten list na papierze, byłby mokry od łez”.

– Na dobrą sprawę mogłabym się spakować i pojechać do Jurka. Ale nie chcę skrzywdzić męża. Przeżyłam z nim 50 lat. Było jak było, ale jednak. Co to jest? Przyzwyczajenie? Współczucie? Wiem, że dla niego to byłaby tragedia. Myślę, że on nigdy mnie nie zdradził, nigdy się nie oglądał za babami. Nigdy mi też nie mówił, że mnie kocha, że mu się podobam. Zdarza mu się to dopiero teraz, tyle że, niestety, już nie robi to na mnie wrażenia. Gdyby mówił mi wcześniej, kiedy byliśmy młodzi, być może wszystko ułożyłoby się inaczej. A jak zareagowałyby na tę moją zdradę dzieci, wnuki? Nie wiem.

– Poza tym nie wiem, jak by się nam z Jurkiem ułożyło. Mamy inne charaktery. Dla niego praca jest najważniejsza. Jego mieszkanie wygląda tak, jakby tam nikt nie mieszkał – tak jest czysto. Ja przyjeżdżam, zaraz coś rozleję, a on leci po ściereczkę i wyciera – mam ubaw po pachy. Facet ma swoje przyzwyczajenia. Ale myślę, że byśmy się dograli, bo ja jestem ustępliwa. Wkurza mnie, jak kobiety mówią, że chciałyby mieć faceta, bo potrzebują bliskości, ale skarpetek to po nim zbierać nie będą. Ja bym chętnie zbierała jego skarpetki i nawet wyprałabym je w ręku.

Jurek nie jest typem romantyka: faceta, który by mnie obsypywał kwiatami i mówił, że kocha. Próbuję to na nim wymóc prośbą i groźbą. W chwilach rozkoszy łatwo wyciągnąć takie wyznanie od mężczyzny. I wcale nie robi mi to różnicy, że to wyproszone, bo wiem, że u facetów z tym jest ciężko, faceci nie potrafią tak uzewnętrzniać uczuć. Wiem, że on mnie kocha. Może mniej niż ja jego, ale kocha. On mi mówi: „Haniu, pomyśl. Gdybym nic do Ciebie nie czuł, to czy chciałoby mi się tak za Tobą latać? Gdzie powiesz – tam jadę”.

Ja jestem agent pierwszej wody. Jurek nie lubi kupować kwiatów, ale jak ostatnio jechaliśmy rowerami przez łąkę, to tak długo go prosiłam, aż narwał dla mnie kwiatów. Jest dla mnie wyzwaniem. A ja lubię wyzwania.

Wcale nie chodzi mi o to, żeby cały czas sobie prawić komplementy i pić z dzióbków, ale raz na jakiś czas trzeba powiedzieć coś miłego. Ostatnio założyłam czerwoną sukienkę, do tego trampki, szłam przed nim, a on mówi z takim podziwem: „Haniu, jak na swoje lata, to ty się ruszasz jak sarenka!”. To było miłe!

Czasem zdarza się nam pokłócić. Mnie szybko przechodzi. On się obraża, protestuje: „Hanka, zostaw mnie, ja nie mogę tak od razu, przecież dopiero co się kłóciliśmy!”. Ale ja go nie słucham – wycałuję go, wyprzytulam, i już!

Oczywiście zdarza się, że przeklinam to wszystko. „Po co mi te nerwy, płacze, życie od spotkania do spotkania?” – myślę.

Czasem tak sobie gadamy, co by to było, gdybyśmy przeżyli wspólnie życie. Mogłoby wyglądać inaczej, niż sobie wyobrażam. Nie wiem, co ja bym zrobiła z takim babiarzem – to by się mogło skończyć tragicznie. Cały czas jestem zazdrosna, piekielnie zazdrosna. Wyobraźnia mi pracuje. Kiedyś mało brakowało, a pojechałabym do niego po kryjomu, żeby sprawdzić, z kim jest. Spotyka się z taką jedną Agatą, twierdzi, że to tylko przyjaźń, ale… Tak się potrafię nakręcić, że jak nie odbierze ode mnie telefonu, a widzę, że jest aktywny na Messengerze, to potrafię zadzwonić do niego 60 razy! Szaleję z zazdrości, że on tam jest z jakąś kobietą. Oczywiście otrzymuję potem od niego reprymendę: „Hanka! Ty się musisz leczyć!”. A potem: „Haniu zostaw. Tylko Ty wystarczysz”.

Hania: „Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Ja, dorosła kobieta z pokładami wielkiej miłości, gotowa dla Ciebie na wszystko, zazdrosna (co nie jest fajne), zaborcza (co jest jeszcze gorsze), jestem Twoja od stóp do głów”.

– Wciąż widzę go jako 20-letniego chłopaka. Zapominam, że to starszy pan, który nawet jeśli chciałby jeszcze porozglądać się za dziewczynami, to chybaby nie sprostał już zadaniu. Sama widzę, że mam mniej sił. W naszym wieku każdy rok robi różnicę. On ma 70 lat, a niedługo i ja będę miała. Ja i siedemdziesiątka? Co za abstrakcja…

Do końca świata

Wyobrażam sobie różne sytuacje: zostawiam męża, przeprowadzam się do Jurka, a po dwóch miesiącach dostaję zawału i trzeba mnie pielęgnować, zmieniać mi pieluchy. Nie chciałabym stawiać go w takiej sytuacji. To ja prędzej mogłabym go pielęgnować, choć Jurek zawsze mówi, że nie zniósłby takiego upokorzenia i gdyby jego to spotkało, popełniłby samobójstwo. Ale zdrowi często tak mówią, a jak przyjdzie choroba, czepiają się życia.

„Jurek, przyjechałbyś na mój pogrzeb?” – pytam go ostatnio. „Hanka, nie mów nawet takich rzeczy!”. Nie rozmawiamy często o przyszłości, staramy się żyć chwilą. Ale zdajemy sobie obydwoje sprawę z tego, że to się może skończyć w każdej chwili. Nie wiadomo, kto z naszego trójkąta odejdzie pierwszy: ja, Jurek czy mój mąż.

Raz było już blisko. Jurek był wtedy po raz drugi w Stanach, a ja brałam udział w zawodach pływackich dla seniorów. Byliśmy już umówieni na spotkanie po jego powrocie. Ale na mecie dostałam zawału. W szpitalu okazało się, że serce mam jak dzwon, ale żyły – zapchane.

Hania: „Leżę w tym szpitalnym łóżku. Dla Ciebie idę ratować swoje serce. Wzruszenie ogromne, kiedy tak piszę do Ciebie. Tak bardzo Cię teraz potrzebuję. Wiesz, czego pragnę. Dzisiaj nie żałuj mi słów, napisz, powiedz, daj nadzieję, utrzymuj mnie przy życiu. Tak bardzo chciałabym wykrzyczeć całemu światu moją miłość do Ciebie, moją tęsknotę. Tak jak byłeś moim pierwszych chłopakiem, tak zostaniesz ostatnim mężczyzną. Będę Cię kochała do końca świata i swojego”.

– Przecież mogłoby tego w ogóle nie być – tego, co jest teraz. Marzyłam o takim mężczyźnie całe życie. Popatrz, jednak marzenia się spełniają. Choć nie zawsze w odpowiednim czasie.

Sprawdź, jak dbać o siebie po pięćdziesiątce, jak pielęgnować związek i cieszyć się seksem. Sprawdź: wysokieobcasy.pl/szkolakochania

.. .