Czy nieuchronnie z wiekiem tracimy ochotę na seks?

Wiek nie ma tu wiele do rzeczy. Owszem, kiedy wygasa czynność jajników, kobieta odczuwa skutki tej zmiany, uderzenia gorąca czy poty nocne. Gorzej wówczas sypia i przejściowo może mieć mniejszą ochotę na seks, ale to wraca do normy. Niedobór estrogenów sprawia, że śluzówka pochwy i sromu nie jest wystarczająco nawilżona, staje się cieńsza i bardziej wrażliwa, co może powodować dyskomfort. Można temu zapobiegać za pomocą miejscowo stosowanych leków.

Menopauza nie jest więc punktem zwrotnym, jeśli idzie o potrzebę seksualną.

Ale gołym okiem widać, że inne relacje łączą nastoletnich kochanków, a inne – małżeństwa z kilkudziesięcioletnim stażem.

To nie jest sprawa wieku kochanków, tylko raczej wieku związku. Pożądanie nie wietrzeje z wiekiem człowieka. To jest coś, co w jednej relacji mamy, w innej nie, zależy od etapu związku, w którym jesteśmy.

W nowym związku, w romansie, łatwo wzbudzić pasję i pożądanie. W stałym związku zmniejszenie chęci na seks, nuda, słaba wieź erotyczna jest częstym, naturalnym, celowym etapem. Nie ma w tym niczego złego. To szansa na rozwój relacji i rozwój osobisty.

Dużo przyjemniej jest być szczęśliwie zakochanym, niż mozolnie pracować nad rozwojem osobistym.

Są ludzie, którzy niezmiennie, namiętnie kochają swojego partnera. Pożądanie w stałym związku jest możliwe, najczęściej jednak jest wartością, o którą należy zadbać.

Częstym problemem staje się różny poziom potrzeby seksu u partnerów. I tu na szczęście okazuje się, że pożądanie jest naszą decyzją, a nie tylko porywem namiętności.

No nie! Pożądanie przychodzi i porywa!

Są różne warstwy pożądania. Pierwsza to naturalne libido, które sprawia, że czujemy się jak kotka na rozgrzanym blaszanym dachu. Ten rodzaj pożądania jest dominujący na początku relacji. Ale na pożądanie składa się również motywacja, świadoma chęć na nawiązanie seksualnej relacji z tym, a nie innym człowiekiem. Decyzja, że chcemy mieć życie namiętne, wyłączne i prawdziwe spotkanie z partnerem czy partnerką, ma wartość dla obojga, dla związku. I istnieje jeszcze jeden ważny poziom pożądania – interakcja. To pożądanie, które jest odpowiedzią na inicjatywę partnera. Wówczas od naszej pierwszej myśli zależy to, co się będzie dalej działo: „chcę się cudnie bawić” czy „niech to się szybko skończy”. Pożądanie tutaj się rodzi albo umiera.

Takie dojrzałe pożądanie potrzebuje zróżnicowania, jak uważa David Schnarch, autor skutecznej terapii związków. Różnicowanie to najważniejszy etap rozwoju osobistego – znalezienie odpowiedniego dystansu do ważnych dla nas ludzi, równowaga pomiędzy bliskością a zachowaniem odrębności. Wytworzenie i utrzymanie tej równowagi jest sztuką życia. Zacznijmy od prostej rzeczy. Chcesz pójść na spacer. To już dużo, bo wiesz, czego chcesz, to pierwszy etap różnicowania. Mąż jednak zdecydował, że pójdziecie do kina. Zatem drugi etap: robisz to, co postanowiłaś. Wiesz, że mąż będzie niezadowolony. Zatem trzeci krok w różnicowaniu to wytrwanie w tym napięciu, niezadowoleniu – w imię rozwoju. Nie tłumaczysz się, nie gniewasz, nie boczysz, robisz swoje. Aby zachować granice własnej przestrzeni, trzeba przetrwać lęk i niepokój w sobie. Będziesz mieć dyskomfort. Ale musimy budować poczucie wartości w sobie, a nie poszukiwać go w oczach innej osoby.

A jeśli mam poczucie własnej wartości, ale nie mam ochoty na seks?

Nierzadko kobiety mówią: „Dla mnie seks mógłby nie istnieć, moje libido jest zerowe. Zazdroszczę mężowi, który ciągle ma ochotę na seks”. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby ta kobieta chciała się zamienić ze swoim mężem.

Osoba o większym pożądaniu czeka, łasi się, odkrywa się ze swoim pragnieniem. Wygodniej jest nie chcieć, to daje przewagę. Ta osoba kontroluje związek.

Co ma robić kobieta, która nie ma ochoty na współżycie, a partner nalega?

Kobiety zazwyczaj wykorzystują cztery taktyki. Czasami zachowują się nieprzyjemnie, żeby mężczyznę zniechęcić. Są chłodne, opryskliwe. Innym razem uprawiają seks pod presją. „Robię ci łaskę, więc powinieneś być wdzięczny”. To jest tandetny dar i obie strony o tym wiedzą. Kobieta ma żal, że mężczyzna pragnie tylko ciała. Kolejny scenariusz to angażowanie się w wiele innych działań – a to nie wychodzimy z pracy, a to bez przerwy zajmujemy się dziećmi. Innymi słowy, wycofujemy się ze związku i zostawiamy partnera.

Najlepsza taktyka polega na decyzji, by mieć pełne, ciekawe życie i głęboki związek. Bo nasze życie, podobnie jak nasza relacja seksualna, będzie takie, jakie sobie wypielęgnujemy.

Chcę sprawić przyjemność partnerowi, ale chcę też sprawić przyjemność sobie. Tak, „chcę się dobrze bawić, bo jestem tego warta”. To jedyna dobra motywacja do uprawiania seksu – zaspokojenie potrzeby seksualnej swojej i partnera. Jeśli współżyjemy w nagrodę za dobre sprawowanie albo „nie mam ochoty na seks, bo mąż mnie zdenerwował”, seks przestaje smakować. Jest grą, manipulacją.

Seks nie jest też sposobem na samotność, na potwierdzenie atrakcyjności, chociaż dużo dobra może wynikać z satysfakcjonującej relacji seksualnej. To skutek, nie motywacja.

Jeszcze jedna ważna uwaga dla obu stron: nie zawsze trzeba mieć ochotę, możemy odmawiać.

OK. Chcę się dobrze bawić. Co mogę zrobić?

A chociażby rozebrać się do naga i stanąć w drzwiach, kiedy mąż będzie wracał ze sklepu.

Chociaż może to nie jest dobry pomysł. Można sobie wyobrazić, że mąż mija panią opartą o futrynę i pyta co na obiad. Lepiej zatem nie stawiać takich wyzwań. Odwagi i entuzjazmu potrzeba z obu stron.

Ja bym się nie zdecydowała się na takie wariactwo. Chyba że mi pani doktor da jakąś tabletkę...

Leki nie bardzo się sprawdzają u kobiet. Ciekawszy jest aspekt pożądania w całym cyklu relacji seksualnej. U mężczyzny jest porządek: najpierw musi być pożądanie, żeby wystąpiła erekcja, czyli objawy pobudzenia seksualnego. Pominę wyjątki, gdy reakcja jest automatyczna. U kobiety satysfakcjonująca reakcja seksualna w ogóle nie musi się zaczynać pożądaniem. Pożądanie może się pojawić na każdym etapie, na przykład już wtedy, gdy kobieta jest podniecona, gdy zaczyna ją to bawić, gdy pozwala mężczyźnie się dotykać, sama się dotyka. Nastawiajmy się wszystkimi zmysłami, z uważnością, na dotyk, zapach, słowa.

Nie ma dróg na skróty?

W pewnych okolicznościach o podniecenie jest łatwiej. Badania dowodzą, że aktywowanie układu współczulnego, czyli wydzielanie adrenaliny, hormonu walki i ucieczki, zwiększa genitalne pobudzenie seksualne. Z tego powodu łatwiej o podniecenie po aerobiku czy siłowni. Z tego samego powodu satysfakcjonujący seks mają kochankowie. Wówczas ukradkowość, koncentracja na zdarzeniu seksualnym, oczekiwanie na to, co ma się zdarzyć, sprzyja podnieceniu. To akurat można wykorzystać w stałym związku.

Przyjęło się uważać, że mężczyźni mają wyższy temperament i większą potrzebę seksu.

I statystycznie rzecz ujmując, jest to prawda. A to dlatego, że mają pomoc w postaci wyższego poziomu testosteronu odpowiedzialnego za to naturalne libido, porywy namiętności, waleczność.

Czy podawanie testosteronu mogłoby podwyższyć libido u kobiet?

To nie takie proste. Przyjmowanie testosteronu może mieć sporo objawów ubocznych: wypadanie włosów, trądzik, obniżenie tonu głosu. Dlatego suplementację testosteronem u kobiet stosuje się w wyjątkowych wypadkach, na przykład po operacji usunięcia jajników. Bo proszę pamiętać, że jajniki też wydzielają testosteron, a w dodatku jego produkcja nie ustaje po menopauzie. Z biologicznego punktu widzenia potrzebę seksualną w głównej mierze warunkuje testosteron, zatem naturalna menopauza nie odbiera nam ochoty na seks. Co innego andropauza u mężczyzn – kiedy obniża się wydzielanie testosteronu, libido spada, mogą pojawić się zaburzenia erekcji.

Czy coś oprócz andropauzy sprawia, że mężczyźni tracą zainteresowanie współżyciem?

Andropauza wcale nie stoi w tym względzie na pierwszym miejscu. Przyczyną bywają problemy partnerskie, kiedy kobieta nie jest dla mężczyzny atrakcyjna – i nie chodzi tu tylko o atrakcyjność fizyczną, ale także o to, że jest krytyczna i oceniająca. Bywa, że mężczyzna ma problemy zdrowotne, bierze leki, źle się czuje, jest przepracowany albo zestresowany. Boi się współżyć, bo na przykład ma nadciśnienie, a wyczytał, że ciśnienie bardzo wzrasta w trakcie orgazmu. Czasem ucieka w chorobę, tak mu jest wygodnie, nikt od niego wówczas niczego nie chce. Kolejny powód to lęk i wstyd.

Mężczyzna wstydzi się dwa razy: pierwszy raz, kiedy nie może drugi raz, a drugi raz, kiedy nie może pierwszy raz.

To, że członek nie jest wystarczająco sztywny albo nie jest wystarczająco długo sztywny, jest dla mężczyzny w każdym wieku powodem ogromnej frustracji.

A kto raz miał kłopot z utrzymaniem erekcji, temu trudniej jest się skupić na partnerce, na bodźcach erotycznych, tylko zajmuje go obawa o własną sprawność. U mężczyzny, podobnie jak u kobiety, seks wymaga odwagi. Porażka jest upokarzająca, od mężczyzny zależy, czy podejmie walkę.

Rozmawiamy o seksie, ale w końcu wszystko sprowadza się do odwagi i prawdy.

Seks to także apetyt na życie w ogóle. Gnuśni ludzie mają gnuśny seks. Ciekawi ludzie mają – albo mogą mieć – piękny seks.

Jeśli mamy poczucie godności, poczucie wartości w sobie, to możemy zdjąć wszystkie maski, stanąć nago, takim, jakim się jest – grubym, chudym, z małymi czy wielkimi cyckami – i będziemy się kochać. Odwaga, prawda i poczucie własnej wartości są podniecające dla obu stron. Niczego nie musimy udawać. I wtedy dopiero jest jazda!

Sprawdź, jak dbać o siebie po 50. r.ż., jak pielęgnować związek i cieszyć się seksem, na www.wysokieobcasy.pl/szkolakochania

Dr n. med. Ewa Baszak-Radomańska – ginekolożka i seksuolożka, autorka książki „Seks w stałym związku”