Kiedy jej mama weszła w wiek klimakterium, ojciec zebrał całą rodzinę i powiedział: „Dzieci, chciałbym, żebyście wiedziały, że matka przechodzi teraz pewne zmiany i warto, byście były na nie przygotowane. Wasz wujek Rajmund opowiadał mi onegdaj, że kiedy cioteczka Karola przeżywała podobne zmiany, zdarzyło jej się wyrzucić – ot tak, przez okno – świeżo upieczony udziec jagnięcy!”.*

Opowieść ta pasuje jak ulał do stereotypu niezrównoważonej baby w okresie menopauzy. Ale u licha, przecież to nie nagły niedostatek hormonów kazał ciotce Karoli zafundować owczej nodze lot w przestworzach. Przeciwnie!

To raczej obezwładniający wpływ estrogenów, hormonów sprzyjających reprodukcji, sprawił, że dwadzieścia parę lat wcześniej urocza, bystra i ciekawa świata Karola dała się wciągnąć w przedziwny cotygodniowy rytuał sprawiania jagnięciny, pieczołowitego układania sztućców, dbałości o świąteczne ozdoby, wygodne poduchy, świeże kwiaty, świece, muje i dzikie węże.

Piorąc i prasując garderobę całej rodziny, niestrudzenie przywoziła, odwoziła, dbała, słuchała, organizowała, pilnowała i nigdy, przenigdy nie zapominała.

Nikt bez hormonalnego kopa nawet nie próbowałby temu podołać. I nie próbował. Kiedy więc hormonalna chmura wokół Karoli w końcu się rozwiewa, nie jest to ani tragedia, ani anomalia. Nie ma też co zwoływać rodzinnych narad i dramatycznym szeptem oznajmiać: „Mama przechodzi zmiany”. Zmiany?

Mama może po prostu dołączyć do reszty rasy ludzkiej: bywać zmęczona, samolubna, roztargniona i niezbyt opiekuńcza. No i najwyżej przypali się zapiekanka. Lub teściowie nie dostaną kartki świątecznej. Świat się nie zawali. Pięć minut jeszcze nikogo nie zbawiło.

Estrogen wyposaża w supermoce

Żyjemy ponad 80 lat, z czego płodne jesteśmy przez lat 25 z okładem – dajmy na to, od 15. do 40. roku życia. Co więc jest normą, a co zmianą, to rzecz do dyskusji. Raczej można by powiedzieć, że stosunkowo krótki okres płodności może być traktowany jako anomalia w naszym długim i różnorodnym życiu. Anomalia przyjemna i pożyteczna, choć przemijająca. I nie definiująca ani nas, ani naszej osobowości.

Zaprzeczenie sobie, samopoświęcenie nie jest kobiecą normą – nie jest w ogóle ludzką normą. Jest stanem przejściowym właściwym tylko kobietom zanurzonym w chmurze estrogenu. Aby były one w stanie podołać temu wszystkiemu, estrogen wyposaża je w supermoce: superwytrzymałość, superzdrowie i supercierpliwość. Inne, pokrewne estrogenom hormony dorzucają do tego superempatię i superprzywiązanie.

Dawniej sam słodki zapach dziecka przytulonego do twojej szyi sprawiał, że mogłaś przenosić góry, działać w trójce klasowej, równolegle nie opuszczając dyżurów w pracy i z lekkością wyrabiając nadgodziny. Wczoraj konieczność ogarnięcia rachunków za gaz wpędziła cię w takie przygnębienie, że nie mogłaś wstać z łóżka. Twoje supermoce cię opuszczają: stajesz się człowiekiem.

Cena normalności

Zazwyczaj pomiędzy 45. a 55. rokiem życia kobieta przestaje miesiączkować i nie może już zajść w ciążę w naturalny sposób, w jej organizmie poziom wytwarzanego estrogenu powoli spada. A że receptory estrogenowe znajdują się niemal we wszystkich tkankach – od piersi, przez kości, na brzuchu kończąc – brak hormonów przynosi cały wachlarz objawów.

Zwykle okres menopauzy kojarzony jest z uderzeniami gorąca, zlewnymi potami i utratą anielskiej cierpliwości odbieraną przez otoczenie jako „podwyższona drażliwość”. Ale to nie wszystko. Niedobór estrogenów powoduje zanikanie włókien kolagenu i elastyny, co osłabia skórę, kości i stawy.

Pogłębiają się zmarszczki, słabną włosy, skóra zaczyna swędzieć, pęka i się łuszczy. Zwiększa się ryzyko osteoporozy, a wraz z nim – złamań kości. Pogłębia się płaskostopie, atakują bóle stawowe. Kobiety uprawiające sport mogą się zmagać z częstszymi kontuzjami wynikającymi z nadwyrężenia ścięgien.

Pojawiają się kłopoty ze snem, nudności i nadwrażliwość jelita grubego. Cztery na dziesięć kobiet zaczyna mieć problemy z nietrzymaniem moczu. Zmniejsza się libido, a atrofia nabłonka i suchość pochwy nie ułatwiają stosunków.

Obniżenie nastroju, skłonność do kontuzji i zmniejszenie aktywności fizycznej wraz ze zwolnieniem metabolizmu prowadzą do nieuchronnego przybierania na wadze i zwiększają ryzyko cukrzycy. Spadek poziomu estrogenu zmniejsza nie tylko elastyczność skóry, ale również naczyń krwionośnych, co prowadzi do podwyższenia ciśnienia i rozwoju chorób układu krążenia.

Niektóre kobiety skarżą się też na kłopoty z koncentracją i pamięcią. Faktycznie, badania potwierdzają, że pamięć kobiet w okresie menopauzy się pogarsza. Ale oznacza to tylko tyle, że staje się taka jak pamięć mężczyzn, bo kobiety przed menopauzą znacznie przewyższają swoich rówieśników we wszystkich miarach pamięci.

Hormony zastępcze

Lubrykant dopochwowy? Poproszę. Chłodzący spray łagodzący uderzenia gorąca? Wezmę 40 sztuk. Do tego magnez polecany w stanach zmęczenia, witamina D dla mocnych kości, inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny zapobiegający depresji, wyciąg z pluskwicy groniastej i różeńca górskiego dla utrzymania równowagi hormonalnej, a na koniec multiwitamina na szczęście.

Co jeszcze można zrobić, żeby złagodzić objawy utraty estrogenu? Logika podpowiada jedno: dodać tego, czego brakuje. Tak jak podaje się hormony tarczycy przy jej niedoczynności czy insulinę przy cukrzycy. W ogromnym skrócie na tym polega HTZ – hormonalna terapia zastępcza.

Długo nie miała dobrej opinii, prawdopodobnie na skutek błędów w dużych badaniach prowadzonych w USA przez Women’s Health Initiative (WHI) i w Wielkiej Brytanii przez The Million Women Study.

W obu badaniach obserwowano kobiety, które rozpoczęły stosowanie hormonów bardzo późno, często ponad dziesięć lat po ustaniu miesiączki. Przez ten czas ich receptory estrogenowe uległy zanikowi i podawanie hormonów w ich przypadku mijało się z celem, a nawet przynosiło więcej szkody niż pożytku. Co więcej, podawano wówczas dokładnie tę samą dawkę hormonów wszystkim kobietom bez wyjątku – i 50-latkom, i 70-latkom.

Dawka, która jest świetna dla 50-latek, może się okazać (i okazywała się) zabójcza dla kobiet o 20 lat starszych. Dziś nikt przy zdrowych zmysłach by się nie podpisał pod takimi zaleceniami.

I mimo że średnia wieku uczestniczek badań przekraczała 63 lata – wyniki początkowo były przedstawiane jako odnoszące się do wszystkich kobiet w okresie menopauzy. Obawy koncentrowały się wokół dwóch głównych kwestii: że terapia hormonalna menopauzy może zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi i ryzyko zawału.

Po publikacji wyników wielu lekarzy przestało przepisywać HTZ, wiele kobiet porzuciło terapię. Zmagały się z uderzeniami gorąca, bezsennością i nadciśnieniem, ale wolały się zmagać z objawami przekwitania niż z lękiem przed rakiem. Liczba kobiet przyjmujących HTZ spadła w ciągu dwóch lat o 66 proc.

HTZ zrehabilitowana

Dokładna analiza wyników WHI oraz późniejsze badanie wykonane na bardzo dużej grupie pacjentek w Danii (i parę innych prac) pokazały, że kobiety rozpoczynające HTZ od razu po menopauzie w ciągu kolejnych dziesięciu lat mają znacznie niższe ryzyko chorób układu krążenia i serca.

A co z nowotworami? W grupie tysiąca kobiet przyjmujących HTZ przez pięć lat po ukończeniu 50. r.ż. wystąpią o dwa więcej przypadki nowotworu piersi i jeden więcej przypadek raka jajnika niż u kobiet, które hormonów nie przyjmują. Czy jest się czego bać? Ryzyko, choć nieznacznie, faktycznie wzrasta.

Dziesięciokrotnie bardziej niż przyjmowanie HTZ zwiększa ryzyko nowotworu... nadwaga. A palenie papierosów – nawet 30-krotnie. Jednocześnie HTZ zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na inne nowotwory, m.in. nowotwór jelita grubego.

W dodatku, choć boimy się przede wszystkim nowotworów, to groźniejsze i bardziej śmiertelne są dla nas choroby serca i układu krążenia. Zabijają dziesięciokrotnie więcej kobiet niż rak piersi.

Niestety, mimo że od feralnych publikacji minęło już 15 lat, a w tym czasie poprawiono jakość podawanych hormonów, udoskonalono dawkowanie, jak również wykonano wiele testów dotyczących bezpieczeństwa terapii, wszystko to nie przebiło się ani do mediów, ani do publicznej świadomości w takim stopniu, w jakim przebiły się alarmujące doniesienia z 2002 roku.

Najnowsze obserwacje pokazują, że o ile podejmuje się hormonalną terapię zastępczą przed 60. r.ż., o tyle korzyści, które ona przynosi, znacznie przewyższają ewentualne ryzyko. Pozwala ona kontrolować objawy przekwitania, podnosi jakość życia, poprawia zdrowie układu moczowo-płciowego, przedłuża ochronę naczyń krwionośnych oraz serca i jest podstawowym narzędziem w walce z postępami osteoporozy.

– Kiedy do mojego gabinetu przychodzi pani po pięćdziesiątce wyraźnie zagrożona miażdżycą, pierwsze, co robię, to pytam ją o uciążliwe uderzenia gorąca. Jestem głęboko przekonany, że HTZ jest najlepszym możliwym postępowaniem dla kobiet po menopauzie, choć niestety, zdają sobie z tego sprawę wyłącznie kardiolodzy

– mówił na konferencji poświęconej menopauzie John Stevenson, endokrynolog z Royal Brompton Hospital specjalizujący się w walce z chorobą wieńcową. Na pytanie z sali, co, jeśli pacjentka nie uskarża się na kłopoty z termoregulacją, Stevenson odparował bez wahania: – Wtedy szybciutko podkręcam ogrzewanie w gabinecie!

Co, jeśli nie hormony?

W walce z uderzeniami gorąca sprawdzają się też inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny i noradrenaliny. Suchość pochwy łagodzić mogą środki nawilżające. Co do suplementów diety z izoflawonami (aktywnymi związkami roślinnych estrogenów) – np. preparatów z pluskwicy – istnieje niewiele (jeśli są w ogóle) dowodów na ich skuteczność. Suplementy i terapie alternatywne mogą łagodzić część objawów, ale jest mało prawdopodobne, aby miały znaczący wpływ na wytrzymałość kości, serce lub naczynia krwionośne.

*Opowieść o cioteczce Karoli pochodzi z książki Christiane Northrup „The Wisdom of Menopause”.

Więcej o zdrowiu kobiet po 50. r.ż. czytaj na www.wysokieobcasy.pl/SzkołaKochania