"Moją pierwszą bohaterką była Serena Williams. Bezdyskusyjnie. Jeśli wydaje ci się, że napędzają ją trofea, pieniądze albo pragnienie osobistego sukcesu, jesteś w błędzie. Kiedy ją oglądam, widzę osobę, która wie i która docenia, ile jej rodziców kosztowało to, by dostała szansę. Osobę, która przy każdej okazji chce spłacić dług i dać rodzinie poczucie dumy. Widzę czarną dziewczynę bijącą rekordy w sporcie zdominowanym przez białych. I która – nie potrafię myśleć inaczej – gra dla mnie.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej