Ana raz do roku zaszywa się z młodym tkaczem z kolumbijskiej wsi w jego warsztacie, gdzie razem wyczarowują kolorowe tkaniny. Oleg z Moskwy w projektowaniu wykorzystuje algorytmy matematyczne, tworząc ławy przypominające wyrzucone na brzeg szkielety zwierząt morskich. Kristen z Australii wymyśliła superwytrzymałe tworzywo z fusów po kawie, a Mirei – zwiewną lampę z włókien bananowca. Amerykanin Justin Bailey zastanawia się, jak się odkochać w plastiku... Spośród 550 zgłoszonych projektów wybraliśmy reprezentatywną trzynastkę.

On tańczy przy krosnach, ja wybieram kolor

Bruksela, Belgia

Ana Maria Gomez: Pochodzę z Kolumbii, ale od ośmiu lat mieszkam w Brukseli, gdzie skończyłam studia na wydziale projektowania tkanin prestiżowej uczelni sztuk wizualnych – La Cambre.

Mój tata ma dom na wsi w górach niedaleko Bogoty. Kilka lat temu zadzwonił do mnie podekscytowany i powiedział, że poznał młodego zdolnego tkacza, który para się tradycyjnym tkactwem. William jest moim rówieśnikiem, ma trzydzieści lat i tka od szóstego roku życia – w jego rodzinie to zawód, który od pokoleń wykonują głównie mężczyźni, bo krosna mają dwa metry wysokości i są bardzo ciężkie. William wstaje codziennie o szóstej i pracuje aż do zachodu słońca. Od razu między nami „zaskoczyło”. William otworzył się na moje niekonwencjonalne pomysły, a ja poznałam tajniki jego rzemiosła. Nasze tkaniny są rezultatem dialogu, który nieustannie toczymy, między starym a nowym. Staram się być w Kolumbii przynajmniej raz w roku i wtedy zaszywamy się w warsztacie Williama. On tańczy przy krosnach, a ja mu pomagam dobierać kolory, sploty i włóczki. Nie przyjeżdżam z gotowymi szablonami, wszystko odbywa się spontanicznie. Razem stworzyliśmy już bogatą kolekcję koców, szali i narzut.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej