Na wakacje jeździłam do dziadków. Po przejściu na emeryturę przenieśli się do Pokrzydowa pod Brodnicą. To tam toczy się akcja moich powieści. Miałam tam przyjaciółki, do tej pory utrzymujemy kontakty. Za wsią była łąka, na której rozgrywaliśmy bitwy, dziewczyny na chłopaki. Dziewczyny miały szałas w lesie, chłopaki – pośrodku łąki, w brzózkach, zbity gwoździami. Był lepszy niż nasz, przypominał tipi. Któregoś dnia ukradłyśmy im ten szałas i przeniosłyśmy do naszego rewiru, okryłyśmy go inaczej, dla niepoznaki.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej