Artystka Maria Rosso w odpowiedzi na decyzję banku stworzyła galerię „Gen piękności”. Odszukała i sfotografowała rudowłosych, postępując jak przyrodnik, który chroni zagrożone gatunki. A rudych należałoby do takich zaliczyć. To 1-2 proc. światowej populacji. Naukowcy martwią się, że za sto lat mogą całkiem zniknąć, bo mutacja genetyczna, która odpowiada za ich płomienny kolor włosów, „przegrywa” spotkanie z genami odpowiedzialnymi za częstszą, ciemniejszą barwę. Jest delikatna i ustępliwa, co wcale nie oddaje charakteru rudowłosych. Choć też przekonanie, że ognistowłosi mają wybujały temperament, to głupi stereotyp. W starożytnym Rzymie składano ich w ofierze Ozyrysowi, w średniowieczu oskarżano o pakt z szatanem.

Uprzedzenia wobec rudych biorą się z niechęci do wyglądających odmiennie – głęboko wdrukowanej w naszą biologię. To mechanizm mający chronić nas przed kontaktem z osobnikiem chorym, zagrażającym, z nie dość doskonałymi genami. O zdrowiu świadczy coś, co oceniamy jednym rzutem oka: symetryczna budowa ciała, wzrost, pewność siebie, przestrzeganie społecznych reguł. Wszystko, co odstaje od normy, jest podejrzane. A taki rudy? Jeśli urodzi się w społeczności Szkotów czy Irlandczyków, wiedzie spokojne życie. Tam rudych jest nawet 13 proc. Gorzej, gdy przyjdzie mu żyć w społeczeństwie brunetów i blondynów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej