Nie chciałam mieć syna. Wychowanie chłopca wydawało mi się trudniejsze niż wychowanie dziewczyny.

- A co to za różnica? Dziecko to człowiek do kochania. Nigdy nie myślałam o płci, nie pozwoliłam sobie powiedzieć podczas badania USG, czy to chłopiec, czy dziewczynka.

Podczas pierwszej ciąży deliberowałam, że skoro moja babcia miała jedną córkę, moja mama również, to pewnie i u mnie tak będzie. Tymczasem urodziłam jednego faceta, potem drugiego i nagle moja czteroosobowa rodzina została zdominowana przez mężczyzn. Cudne uczucie być matką chłopaków! Zupełna nowość, bo pochodzę z domu kobiet.

Nigdy nie miałam prospołecznych myśli na temat ich wychowania. To po prostu moje dzieci. Dziś dwumetrowi, mądrzy mężczyźni z fantastycznym poczuciem humoru. Kiedyś byłam drugą pod względem wzrostu osobą w domu, teraz synowie podchodzą do mnie i całują z rozbawieniem w czubek głowy: "No, jesteś wysoka - zapewniają mnie. - Jak na kobietę…". Bo nagle stałam się w domu najmniejsza.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej