Zdarza się, że przychodzą osoby homo, bi, trans, mówiąc, że chciałyby mieć dziecko?

– Tak, i najczęściej jest to w fazie jeszcze nie do końca skonkretyzowanego planu. Choć zdarza się i tak, że przychodzą, mówią, że już się zdecydowali, i teraz potrzebują wsparcia. A czasem, że to dziecko już jest na świecie.

To są raczej kobiety czy mężczyźni?

– Z badań wynika, że w związkach jednopłciowych to kobiety są tymi, które częściej mają dzieci. Co jest zrozumiałe, bo mogą je urodzić.

Rozumiem, że jak ktoś przychodzi w tej sprawie, to pierwsze, o co pan pyta, to: „Z czego wypływa ta potrzeba?”. A zaraz potem: „Czy jesteś już wystarczająco dojrzała/dojrzały, żeby mieć dzieci? Zwłaszcza, że – o czym trzeba tu pamiętać – decyzja osoby LGBT+, by mieć dziecko, jest obarczona dużo większym niż w przypadku hetero kłopotem”.

– Przyznam, że kwestia dojrzałości nie jest pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy. Oczywiście to ważne, ale w takim samym stopniu jak w przypadku każdej osoby, bez względu na orientację seksualną. To, o czym myślę w pierwszej kolejności, to: „Jakie macie wsparcie?”. Bo jak pan zauważył, kontekst pary jednopłciowej, która chce mieć dziecko, jest zupełnie inny niż różnopłciowej. Chodzi mi o tę wszechobecną, przynajmniej w Polsce, homo-bi-trans-fobię, z którą ci rodzice będą musieli sobie radzić. Z którą też będą musiały sobie radzić ich rodziny pochodzenia. I wreszcie – dzieci urodzone w tej konstelacji.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej