Kto na nas patrzy?

– Przodkowie ze strony mamy, Mysyrowiczowie. Należą do starego ormiańskiego rodu rycerzy, którzy w 1064 roku, kiedy Turcy podbili Armenię, uciekli na Ruś Kijowską. Potem zawędrowali do Kamieńca Podolskiego, stamtąd do Warszawy, skąd pod koniec XVIII wieku, nabywszy majątki ziemskie, przenieśli się w okolice Grójca. Portret w środku to moja ukochana praprababka, Jadwiga z Ryxów.

Dlaczego ukochana?

– Była dzielna, mądra i wytrwała. W czasie powstania styczniowego jako łączniczka przewoziła pocztę, rozkazy dowództwa i pieniądze na zakup broni, a po upadku insurekcji, nosząc po niej przez kilkanaście lat żałobę, wraz z mężem Władysławem Mysyrowiczem stworzyła w Łosiu, jak mówiono, dom niepodległy. Panowała tam wolność myśli i nauki, zjeżdżali intelektualiści, artyści i pisarze, wśród nich zaprzyjaźniony Henryk Sienkiewicz, kształcono młodzież, także chłopską. W rodzinie wskazywano jej podobieństwo do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nieślubnym synem króla miał być protoplasta Ryxów – Franciszek, paź, następnie sekretarz i major-adiutant Stanisława Augusta. Podchodzę do tego ze sceptycyzmem. Mam innego autentycznego przodka zapisanego w historii znacznie lepiej. To założyciel państwa litewskiego – Giedymin. Jego potomkiem w prostej linii jest mój dziadek Jerzy Koryatowicz-Kurcewicz-Bułyha. Więc ja też, w dwudziestym piątym pokoleniu, pochodzę od wielkiego księcia.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej